Gestapowska agentura na Suwalszczyźnie 1939-1944. Rola i skutki.

1

Fot.  Ernest Kaltenbrunner, szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy 1943-1945. Odpowiedzialny za masowe zbrodnie popełnione przez gestapo na terenach okupowanych przez III Rzeszę.
W procesie norymberskim skazany na karę śmierci.

Kolaborant… 

Szanowny Panie gistapo…. ten na pozór banalny zwrot jest tytułem poważnej książki Barbary Engelking-Boni. Autorka w książce „Szanowny panie gistapo. Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940-1941”  opisuje setki donosów wysłanych do gestapo. Analizuje motywy zjawiska donosicielstwa na terenie Warszawy. W precyzyjny sposób opisuje sylwetki donosicieli i pobudki, którymi się kierowali. Przyjmuje się, że w okupowanej Polsce 33% aresztowań wynikło z donosów. Według szacunków w samym dystrykcie Krakowskim było ponad 5000 tys. donosicieli. Większość tak zwanych „wsyp” polskiego podziemia była spowodowana donosem lub pracą konfidenta.

Suwalszczyzna pod tym względem nie różniła się od innych rejonów Polski. Większość aresztowań   suwalskiego   podziemia  z  roku  1940  i  1941 była   spowodowana  donosem i agenturalną pracą dla gestapo. Za kolaborację uważa się  działanie w służbie lub na rzecz interesu okupanta, mające ujemne skutki dla państwa polskiego. Inną definicję przyjmuje prof.  Szarota.   Według niego   pojęcie   kolaboracji   należy   rozumieć   jako   współpracę z okupantem, będącą nieposłuszeństwem wobec zakazów i ostrzeżeń Polskiego Państwa Podziemnego. W czasie okupacji nie używano terminu kolaboracja. Osoby współpracujące z władzami okupacyjnymi nazywano „zaprzańcami”, „zdrajcami”, „kanaliami”.

Prof. Salmonowicz, określa kolaborację na kilku poziomach:

– Najwyższy stopień – kolaboracja, mająca cele polityczne lub ideologiczne (w dużej mierze wpisują się w to działania antyżydowskie); niektórzy rozróżniają tzw. kolaborantów patriotycznych, którzy chcą dla dobra swojego państwa współpracować z okupantem;

– Kolaboracja instytucjonalna – w ramach struktur dozorowanych lub dozwolonych przez okupanta (w Polsce współpraca tego typu miała miejsce na bardzo niskim szczeblu administracyjnym);
– Kolaboracja agenturalna;
– Kolaboracja neutralna, tzw. „przystosowuję się”, odnosi się do osób, które podejmują pracę w strukturach kontrolowanych przez okupanta, aby przeżyć, nie ze względów ideologicznych;
– Kolaboracja odnosząca się do osób, które traktują zwycięstwo III Rzeszy jako swoje własne;
– „Kolaboracja z zastrzeżeniami” – kolaborant aprobuje tylko niektóre zasady hitleryzmu; jest to casus polskich organizacji nacjonalistycznych, które realizowały za pomocą okupanta swoje cele i hasła (szczególnie antysemickie);
– Kolaboracja mimo wrogości do narodowego socjalizmu – przechytrzenie okupanta, przemycenie w pozornie służalczej działalności swoich idei.

Ciekawym aspektem jest także skala współpracy polskiego społeczeństwa z okupantem. Według dr Andrzeja Żbikowskiego rozmiary kolaboracji wśród Polaków mogły być większe niż 5% . Natomiast prof. Andrzej Kunert określił skalę współpracy z okupantem na mniej niż 1% .Odmiennego zdania był prof. Salmonowicz twierdząc, że kolaboracja w społeczeństwie polskim, choć trudno określić jej rozmiary, na pewno przekroczyła 1%, na co dowodem jest choćby ilość donosów na Gestapo zebranych przez dr Barbarę Engelking-Boni w książce „Szanowny panie gistapo”.

 Suwalski „Ranek”… 

Rozbicie grupy kapitana Stanisława Bielickiego pseudonim „Ziomek”

Zygmunt Majchrzak, sierżant,  urodzony w Siedlcach w 1910 roku, podoficer zawodowy Korpusu Ochrony Pogranicza, był agentem abwery. Pracował na rzecz niemieckiego wywiadu od 1935 roku i nie został zdekonspirowany przez polski kontrwywiad. Po przegranej kampanii wrześniowej Zygmunt Majchrzak został przekazany z abwery do suwalskiego gestapo. Agent trafił pod skrzydła doświadczonego gestapowca SS-Untersturmführera Waldemara Macholla. Wraz z Majchrzakiem do gestapo przekazano teczki z informacjami, które zebrał w trakcie swojej dotychczasowej działalności w abwerze. Teczki zawierały istotne informacje o działalności pierwszej podziemnej grupy kapitana Bielickiego.    W    suwalskim    gestapo  Majchrzakowi  nadano  nazwę  operacyjną  A-23. W suwalskiej  konspiracji obrał pseudonim „Ranek”.
SS-Untersturmführer Waldemar Machol był mocno zainteresowany działalnością grupy kapitana Bieleckiego, spotkał się z A-23 w lesie koło wsi Zaboryszki. Agent przekazał mu wszystkie informacje na temat działalności grupy. Ustalono terminy i miejsca przyszłych spotkań oraz nakreślono dalszą działalność agenta.
Od spotkania Majchrzak nieustannie dostarczał wiedzę o działalności grupy kapitana Bielickiego. W rozgrywce z konspiratorami gestapowcy postanowili nie likwidować grupy od razu, tylko czekać na jej dalszy rozwój, aby aresztować jak największa liczbę konspiratorów. Gestapo nie spieszało się z rozbiciem grupy, mając w samym centrum organizacji konfidenta. Czuło, że całkowicie kontroluje organizację.

Tylko świnie siedzą w kinie…

Przyspieszona decyzja o aresztowaniu członków organizacji zapadła z powodu ujawnienia  informacji o tym, że kapitan Bielicki wraz z grupą konspiratorów planuje wysadzenie trzech obiektów w Suwałkach. Dowództwo grupy wytypowało kino przy ul. Kościuszki (Hitlerstrasse), kościół garnizonowy, z którego Niemcy urządzili magazyny oraz most kolejowy na Czarnej Hańczy. Zdecydowano, że wysadzone będzie kino.2

  Fot. Śp. Kapitan Stanisław Bielicki, pośmiertnie awansowany do stopnia majora

    Nur für Deutsche, tylko świnie siedzą w kinie…..czy o tym myślał kapitan przed akcją. Akcji wysadzenia kina nadano kryptonim „Hańcza”. Skutkiem wysadzenia miała być zbiorowa śmierć niemieckiej „śmietanki”.
W sztabie grupy konspiratorów ustalono szczegółowy plan wysadzenia kina. Plan polegał na wykopaniu podkopu z sąsiedniej posesji i założenie ładunków wybuchowych pod lożą kinową. Dokładnie wiedziano, że na seanse suwalskiego kina przychodzi duża liczba hitlerowskich dygnitarzy. Tunel kopać miano tylko w nocy, a wykopaną ziemię za dnia wywozić za miasto. Majchrzak wiedział o planach wysadzenia kina, nie wiedział tylko, gdzie są ukryte materiały wybuchowe. W tym celu zaproponował zwiększenie ilości materiału wybuchowego przez dodanie dwóch pocisków artyleryjskich kalibru 75 mm, które miał dostać od nauczyciela Władysława Januszewskiego z Kaletnika.12 listopada 1939 Majchrzak zawiadamia gestapo o przygotowaniach  do  wysadzenia  kina.  Składa  listę  z  nazwiskami i szeroko opisuje całą dotychczasową wiedzę na ten temat.
Na liście konfidenta znalazło się jedenaście osób:

 Stanisław Bielicki

Włodzimierz Pilecki

 Wacław Mroczek

 Zdzisław Mroczek

 Władysław Młynarski

 Aleksandra Kujałowicz

 Piotr Niewiara

 Wawrzyniec Moderacki

 Józef Korejwo

 Antoni Trachim

 Władysław Januszewski

Śledzie i trotyl…

 Rusza gestapowska machina. Suwalskie gestapo łączy się w tym celu z gestapo w Tylży i wspólnie ustalają plan rozbicia grupy kapitana Bielickiego. Do Suwałk przyjeżdżają z Tylży, nieznani na terenie miasta, gestapowcy.
Cztery dni po meldunku Majchrzaka 16 listopada 1939 roku, gestapowcy w  ukryciu czekają na kapitana. Mają rozkaz, aby kapitana Bielickiego za wszelką cenę aresztować żywego. Posiadają informacje, że kapitan jest zawsze uzbrojony. Aresztowania dokonują przez zaskoczenie na ul. Kościuszki (Hitlerstrasse). Gestapowcy Schwind i Zudo zaskoczonemu kaptanowi wykręcają ręce i zakładają kajdanki następnie prowadzą do wcześniej podstawionego samochodu, i odwożą do gestapo. W tym samym czasie trwa synchronizowana akcja aresztowań pozostałych członków grupy.
Dwa dni później agent Majchrzak denuncjuje Aleksandra Murawskiego ps. „Cygan” Agent miał rozterki emocjonalne, co do wydania Murawskiego, podobno kochał go jak brata. Braterska miłość nie pomogła i dniu 18 listopada dołącza on do grupy aresztowanych.
30 listopada 1939 roku następują kolejne aresztowania członków organizacji. Aresztowani zostają:

 Jan Krawczyk

 Józef Nowakowski

 Mikołaj Siwicki

 Jan Tarszkiewicz

 Trwa nieludzkie śledztwo. Po kilku gestapowskich pytaniach, rozpoczęło się bicie kapitana Bielickiego. Najpierw biją Macholl i Schwind, gdy się zmęczyli wezwali na „pomoc” SS-Scharfuhrera Waltera Szalisa. Szalis z bykowcem w reku, okłada  kapitana Bielickiego do utraty przytomności.  Bicie i inne wymyślne tortury nie przynoszą skutku. Potwornie pobitemu Janowi Wiśniewskiemu gestapowcy dawali do jedzenia tylko bardzo słone śledzie, bez wody….za każdym razem pytając, gdzie jest schowany trotyl. Milczenie Wiśniewskiego potęgowało tortury, potwornie skatowany, tracący już świadomość, złamał się i przekazał informacje, gdzie jest schowany trotyl.

  Dla zobrazowania cierpienia aresztowanych, przytoczę relację Antoniego Budziejki o torturach, jakie przeszedł w suwalskim gestapo (inna sprawa)….Sprowadzili mnie do piwnicy, gestapowiec otworzył drzwi do pomieszczenia, w którym na środku stał kozioł, obok na stole leżało około dziesięciu bykowców. Były poukładane od najcieńszego do najgrubszego. Gestapowiec ryknął HENLINGIEN (kłaść się), chwycił mnie za kołnierz i zwalił na kozła. Wrąbał mi dziesięć bykowców. Na drugi dzień, rozpoczęły się niesłychanie ciężkie tortury. Gestapowcy wieszali mnie, wciskali szpilki pod paznokcie, założyli stalowy hełm na głowę i bili metalowym prętem, następnie pół przytomnego wyprowadzili do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie szczuli psem. Pies gryzł i kaleczył ciało. Wszystko to trwało kilka godzin.

 Po czterech miesiącach okrutnego śledztwa gestapo nie uzyskało informacji o innych członkach grupy. Próbowano za pomocą innych konfidentów uzyskać informacje, bezskutecznie.

W tym czasie Majchrzak był już spalony, z grypsów potajemnie wysyłanych z więzienia przez zaufanych strażników wszyscy dowiedzieli się jaką rolę „pełnił” w organizacji.

Proces….

9 kwietnia kapitana Stanisława Bielickiego przewieziona do okręgowego gestapo w Tylży. Poddano go powtórnie śledztwu,  dzięki nieugiętej postawie kapitana gestapowcy nic więcej się nie dowiedzieli.
10 kwietnia 1940 gestapowcy rozpoczęli proces grupy kapitana Stanisława Bielickiego. Parodie sądu prowadzi sędzia SS Sturmbahnfuhrer dr Jahra, ławnikami sądu są kierowcy gestapo. Głównym mottem oskarżenia są meldunki Majchrzaka. W imieniu całej grupy oskarżonych  zeznania składał kapitan Stanisław Bielicki. Kapitan potwierdził akt oskarżenia dodał, że jako Polak chciał zbrojnie walczyć przeciwko Niemcom, dlatego stworzył organizację, gromadził broń i planował zamach na kino. Hitlerowski sąd po naradzie wydał wyroki.

Kara śmierci dla:

Stanisława Bielickiego

Włodzimierza Pileckiego

Wacława Mroczek

Marię Smolarek

Zdzisława Mroczek

Włodzimierza Młynarskiego

Aleksandrę Kujałowicz

Piotra Niewiara

Wawrzyńca Moderackiego

Józefa Korejwę

Antoniego Trachima

Władysława Januszewskiego

Jana Wiśniewskiego

Aleksandra Murawskiego3

 

Fot. Pomnik poświęcony rozstrzelanym przez Niemców członkom grupy kapitana Bielickiego

 Po przewiezieniu kapitana Stanisława Bielickiego do Suwałk, odczytano wyroki śmierci pozostałym członkom grupy. Wyrok wykonano 26 kwietnia 1940 roku w lesie koło wsi Prudziszki.
Niewątpliwie główną rolę w rozbiciu grupy kapitana Stanisława Bielickiego pełnił agent Majchrzak. To on rozpracował na rzecz gestapo działalność i strukturę, dostarczył dowodów.
Majchrzak w Suwałkach był już zdekonspirowany, wielu partyzantów pałało chęcią zemsty. W celu ochrony i dalszego wykorzystania agenta, SS-untersturmführer Macholl wysłał go na terytorium Litwy w celu inwigilowania działalności Polaków oraz śledzenia kanałów przerzutowych z Litwy na Suwalszczyznę. Rezultaty jego agenturalnej pracy były niezadowalające i w maju 1940 powraca chwilowo do Suwałk, skąd odesłany zostaje do Warszawy, gdzie zostaje „zatrudniony” w komisariacie „N” Nachrichten Abteilung i zostaje podkomendnym SS Hauptsturmfuhrera Wolfganga Birknera. Wolfgang Birknerem był szefem referatu IV „N” w warszawskim urzędzie Sipo i SD. Referat IV N zajmował się rozpracowaniem najwyższych władz  polskiego podziemia   Od czerwca 1941 r. był dowódcą Einsatzkommando Białystok.

„Ranek” w Argentynie…

Zygmunt Majchrzak pseudonim „Ranek” A-23, osoba przez którą zginęło wielu wartościowych dla Polski ludzi uniknął kary i zbiegł po kapitulacji do Argentyny. Mając znaczny zapas pieniędzy i złota szybko odnalazł się w nowej sytuacji. Założył własny interes który z powodzeniem prowadził, dorabiając się znacznego majątku. Żył w środowisku niemieckich kolonistów korzystając z wszelkiej pomocy. Nie obawiał się że dopadnie go sprawiedliwość, ponieważ Argentyna nie wydawała zbrodniarzy niemieckich.

Niebezpieczna teczka…

Rozbicie grup ”Odrodzenie Narodowe” Stanisława Wyrodnika pseudonim „Burza”, grupy „Korpus Ziemi Suwalskiej” Jakuba Śliwińskiego pseudonim „Sęp”3 grupy „Legii Piłsudskiego” kapitana Jaronickiego, oraz grupy „Legion Nadniemeński” kapitana Tadeusza Świtalskiego pseudonim „Profesor

Edward Warakomski zam. Suwałki ul. Kolejowa nr.16 członek grupy Wyrodnika. Od lipca 1940 roku aktywnie uczestniczy w zebraniach kierowniczego trzonu grupy Wyrodnika. Posiadał znaczną wiedzę na temat innych grup konspiracyjnych, wiedział o grupie Śliwińskiego i grupie kapitana Świtalskiego. W tym samym miesiącu podejmuje decyzje współpracy z gestapo.
Po rozbiciu grupy kapitana Bielickiego, do gestapo zaczęły napływać nie pełne informacje, że na Suwalszczyźnie działa nowo zorganizowana grupa konspiratorów.  W tym celu założono specjalne akta o kryptonimie „GEFAHR” (Niebezpieczeństwo) Do teczek wpisywano nazwiska osób potencjalnie niebezpiecznych, mogących mieć udział w konspiracji. Dane były jednak nie pełne. Gestapowcy potrzebowali  pełnego agenturalnego rozpracowania środowiska. W tym czasie liczni konfidenci i szpicle donosili do gestapo informacje o nikłej wartości. Obecni konfidenci nie byli tak sprawni jak oddelegowany Majchrzak. Gestapo potrzebowało kogoś na wzór Majchrzaka, kogoś kto już był w organizacji i znał całą strukturę.

„Szary” postanawia…

Jaką minę miał na twarzy SS-untersturmführer Waldermar Machol gdy jego współpracownik  SS- scharfuhrer Firtz Pakus powiadomił o tym, że Edward Warakomski zgłosił się dobrowolnie z propozycją współpracy, możemy się tylko domyślić. Na dowód szczerej chęci współpracy przyniósł z sobą listę z kilkudziesięcioma nazwiskami, oraz wydanie konspiracyjne gazety „Odrodzenie Narodowe”
Od tej chwili Edward Warakomski stał się gestapowskim agentem o pseudonimie „Szary” P-49 W tym samym dniu wypłacono mu nagrodę i ustalono przebieg dalszej współpracy. Warakomski stał się bardzo gorliwym agentem.
Na polecenie gestapowców uczestniczył we wszystkich konspiracyjnych zebraniach, a także sam werbował ludzi do organizacji. W 19 stycznia 1941 roku na polecenie Wyrodnika wyjeżdża do Warszawy. Celem podróżny miało być nawiązanie współpracy z warszawskim podziemiem. Aby wyjechać do Warszawy, Warakomski potrzebował dokumentów. Takie dokumenty organizacja posiadała, wystarczyło tylko wpisać dane personalne Warakomskiego. Takiego wpisu dokonali Jan Dziczkowski, Henryk Niemiec i Czesław Ołów.
29 stycznia Ksawery Rukat komendant Związku Walki Zbrojnej dał Warakomskiemu adres swojej córki Heleny Kowalskiej. Agent miał dostarczyć jej paczkę z żywnością oraz wymienić ustalone hasła. Dodatkowo miał się spotkać majorem Majewskim z Wilna.
Wyjazd do Warszawy nastąpił przy pełnej wiedzy suwalskiego gestapo.
Po przyjeździe do Warszawy konfident nawiązał również kontakt z synem dyrektora Gimnazjum im. Brzostowskiego w Suwałkach, Tadeuszem Burakiewiczem. Z Warszawy Warakomski przywozi konspiracyjne materiały, są to miedzy innymi instrukcje działania a także gazetki konspiracyjne. Wszystkie materiały przekazuje suwalskiemu gestapu gdzie są wnikliwie badane i fotografowane. Dopiero po zbadaniu przez gestapowców, trafiają z powrotem do organizacji. Ze wszystkimi później  przywożonymi materiałami postępowano tak samo.

16 kwietnia 1941 roku Wydornik informuje Warakomskiego o połączeniu czterech organizacji w jedną. Połączono Legion Nadniemeński, Legię Piłsudskiego, Odrodzenia Narodowego, Korpusu Ziemi Suwalskiej. Dodatkowo nie znając prawdziwej roli Edwarda Warakomskiego w organizacji mianuje go szefem oddziału wywiadowczego. Mianowanie agenta na szefa oddziału wywiadowczego to fatalny w skutkach błąd.
Suwalskie gestapo rozpoczyna śledztwo od wymiany materiałów z warszawskim gestapo.
Już na początku śledztwa są podstawy do aresztowania wielu ludzi, lecz gestapo się nie spieszy z rozbiciem grupy. Były wytyczne z gestapo z Tylży, a także inspektora gestapo Talenberga z Królewca, aby pozwolić organizacji się rozwijać, i zlikwidować nie dwustu lecz kilkaset członków organizacji. Inną sprawą było to że Warakomski mimo przynależności do organizacji nie miał dostępu do informacji kto miał broń i gdzie ją ukrywał. W tym celu posłużono się innym agentem.

Johan z konzentrazions lager Oranienburg…

Do akcji wkracza  agent „Johan” P-53. Agent „Johan” to Marian Bogdanowicz zwolniony z obozy koncentracyjnego Ornierburgu. W obozie Bogdanowicz załamał się wykazywał anty polską postawę, próbował się wkupić w łaski esesmanów do tego stopnia,że komendant obozu wysłał do suwalskiego gestapo telegram. W telegramie pytał czy Bogdanowicz będzie mógł się do czegoś przydać na terenie Suwałk. W rezultacie zostaje zwolniony z obozu. W obawie przed ponownym zesłaniem do obozu przyjmuje propozycję gestapo i zostaje agentem. Marian Bogdanowicz miał za zadanie dostarczyć dowodów w postaci broni, fałszywych dokumentów, instrukcji.  Agent  „Johan” nie był tak dobrym agentem jak Warakomski, jednakże udało mu się złożyć szereg meldunków obciążających suwalską młodzież gimnazjalną.

Słaby charakter…

Innym wspomagającym agentem w rozpracowaniu suwalskiego podziemia został Józef L. Józef L. był członkiem konspiracyjnej grupy”Korpus Ziemi Suwalskiej” o tej grupie Warakomski wiedział stosunkowo najmniej, dlatego gestapo starało się znaleźć kogoś ze środka organizacji. Wybór Józefa L. nie był przypadkowy. Gestapo miało wiedzę że jest on człowiekiem o słabym charakterze. Gestapowiec Richard szybko i bez specjalnych nacisków zwerbował L. do współpracy. Wystarczyły pieniądze, i kartki na wódkę i papierosy. Józef L. podpisał zobowiązanie o współpracy, otrzymał pseudonim „Paul” P-57. W niedługim czasie dostarczył kilka nazwisk i adresów gdzie mieszkają członkowie grupy Jakuba Śliwińskiego1. (Stefan Buczyński w książce „Suwalszczyzna 1939-1944” opisuje, że grupę Jakuba Śliwińskiego zdradził gestapo Jan Laudyński)

Aresztowania…

Od 9 maja 1941 w suwalskim wiezieniu trwa wywózka dotychczasowych więźniów do innych wiezień lub obozów koncentracyjnych. Cele pustoszeją pod przyszłych aresztantów.  Z Tylży przyjeżdżają nowi gestapowcy celem wzmocnia suwalskiego gestapo. Trwają szeroko zakrojone przygotowania do masowych aresztowań. 11 maja 1941 o piątej rano z pod suwalskiego gestapo wyruszają samochody z uzbrojoną eskortą, po kolei podjeżdżają pod wskazane adresy i dokonują aresztowań. W pierwszym dniu aresztowano ponad sto osób oraz kierownictwo dwóch grup konspiracyjnych. Nie udało się aresztować kapitana Świtalskiego ps. „Profesor” który przebywał po za domem, u leśniczego Antoniego Ostrowskiego w Murowanym Moście. Następne dni przyniosły dalsze aresztowania i liczba aresztowanych wzrosła do dwustu.

 Więzienna gra…

Aby nie zdekonspirować Warakomskiego i Bogdanowicza gestapo aresztowało także ich. W celu potwierdzenia ich niewinności urządzono „teatrzyk” i obu agentów zakutych w kajdanki przepędzono środkiem ulicy. Ich widowiskowe aresztowanie miało podwójny cel. W celach mieli za zadanie jako zaufani ludzie wyciągnąć jak najwięcej informacji od pozostałych aresztowanych. Każdego z agentów brano na pozorowane śledztwo, gdzie przekazywali zdobyte w celach informacje. Za dwa trzy dni gestapowcy brali na przesłuchanie aresztowanego członka grupy lub podejrzanego, o których  wiedzieli praktycznie wszystko.
Co kilka dni każdego z agentów przerzucano do innej celi. Rotacja agentów po celach miała za zadanie zdobyć jak najszersza wiedzę od możliwie jak największej liczby aresztowanych.
Już trakcie zaawansowanego śledztwa dochodziło do konfrontacji niektórych więźniów z Warakomskim, który spokojnym głosem przyznawał się do wszystkiego co wiedział, i otwarcie dziwił się innym więźniom że nie przyznają się do winy. Warakomskiego skonfrontowano miedzy innymi z Heleną Kowalską. Helenę Kowalską oraz Tadeusza Burakiewicza aresztowano i przywieziono z Warszawy do Suwałk. Po torturach przyznała się tylko do kontaktów z Warakomskim, z Warszawy nikogo nie zdradziła.
Dopiero po dwóch miesiącach w wiezieniu zaczęto podejrzewać że Warakomski i Bogdanowicz to zdrajcy. Skuteczność agenturalnej pracy konfidentów spadła. Więźniowie stali się ostrożni, mimo to przesłuchania trwały nadal. Codziennie prowadzono przesłuchania na których torturowano podejrzanych, bicie, łamanie palców, zrywanie paznokci, to przeszli niemal wszyscy.  
W dniu 7 lipca dodatkowo aresztowano gajowego Antoniego Daniłowicza, Władysława Perkowskiego z Krzywólki, Leona Jarmołowicza z Leszczewka, i dalszych dziesięciu nieznanych osób.
 Na początku sierpnia 1941 suwalski szef gestapo otrzymuje polecenie zorganizowania nowej placówki w Białymstoku gdzie zostaje kierownikiem. 15 sierpnia 1941 SS-Untersturmführer Machol wyjeżdża z Suwałk zabiera z sobą Warakomskiego, w owym czasie agent był już spalony i mało przydatny na terenie Suwalszczyzny. Przed wyjazdem ustala szczegóły nie dokończonego śledztwa. Konsultuje się z  placówką gestapo z Tylży, i ustalają że w wiezieniu pozostaną tylko osoby którym udowodniono działalność konspiracyjną a pozostałych podejrzanych się zwolni, lub wyśle na roboty przymusowe do Niemiec. Zwolnionych otoczono dalszą agenturalną „opieką” Kilku miesięczne śledzenie zwolnionych nie przyniosło żadnych efektów.  W kwietniu 1942 do suwalskiego gestapo przychodzi polecenie, aby aresztowanych przewieść do wiezienia w „Neubau” ul. Berneker Nr. 2/4 w Królewcu. Transporty trwają od maja do 4 lipca 1942 roku.

Piętnaście razy gilotyna…

Serię procesów zapoczątkował proces grupy związanej z Legią Piłsudskiego kapitana Zenona Jaronickiego. W dniu 5 lutego 1943 zostali skazani wyrokami:
Halina Sławińska-5lat więzienia
Jan Jabłoński-4 lata ciężkiego obozu karnego
Piotr Kojak-4 lata cieżkiego obozu karnego
Kazimierz Brzozowski-4 lata ciężkiego obozu karnego.
Kapitan Zenon Jaronicki został wysłany do obozu koncentracyjnego i tam skazany na karę śmierci. Nie ma danych kiedy został osądzony i kiedy wykonano karę śmierci.
W dniu 12 lutego 1943 odbyła się rozprawa ogranizacji „Legionu Nadniemeńskiego” kapitana Tadeusza Świtalskiego ps. „Profesor” wyroków śmierci nie było, wszyscy zostali skazani na paroletnie wyroki ciężkiego więzienia.
12,13 i 15 lutego 1943 trwa rozprawa sądowa nad 24 osobową grupą „Korpusu Ziemi Suwalskiej” Jakuba Śliwińskiego. Kara śmierci dla:
Jakuba Śliwińskiego
Leokadii Orłowskiej
Ireny Piwowarskiej
Rozalii Liszewskiej
Tadeusza Krotkiewicza
Antoniego Gałązewicza
Jóźefa Cimochowskiego
Henryka Dełkusa
Henrykowi Dełkusowi proponowano, aby napisał prośbę o ułaskawienie do Adolfa Hitlera, ponieważ był Niemcem mógł liczyć na przychylne załatwienie ułaskawienia. Henryk Dełkus odrzucił propozycję ponieważ czuł się Polakiem. Rozalii Liszewskiej udało się w brawurowej ucieczce zbiec na dwa dni przed zaplanowaną egzekucją.
Pozostałych członków grupy Jakuba Śliwińskiego skazano na wyroki ciężkiego wiezienia, w zakresie od 4 lat do 10 lat.
Rozprawa nad grupą Stanisława Wyrodnika „Odrodzenie Narodowe”. Rozprawa odbywała się 24,25, 26 lutego 1943. Na ławie oskarżonych zasiadło 48 osób. Faszystowski sąd skazał na karę śmierci:
Stanisława Wydornika
Andrzeja Dziczkowskiego
Ksawera Rukata
Antoniego Kosowskiego
Tadeusza Lutostańskiego
Feliksa Abrachamika
Reszta oskarżonych otrzymała długo letnie wyroki ciężkiego wiezienia.
Warakomski, Bogdanowicz i  Laudyński w trakcie procesu występowali jako świadkowie oskarżenia. Dzięki ich działalności skazano na karę śmierci przez ścięcie na gilotynie 15 osób. Należy dodać że pozostałe wyroki w formie kary wiezienia nie gwarantowały przeżycia. Większość skazanych wywieziono do ciężkiego wiezienia w Kronowie nad Brdą. Wielu z nich nie dożyło wyzwolenia.

Szary kończy szkołę…

W Białymstoku Warkomski pod skrzydłami gestapowca Waldemara Machola dalej sprawdza się w roli szpicla. Udaje mu się przeniknąć do Białostockiego środowiska handlarzy, gdzie prowadzi wystawny styl życia. Jednakże jego służba gestapu nie przynosi zadowalających rezultatów. Machol zmienia dotychczasowe kryteria jego pracy. Teraz ma za zadanie rozpracowywać komunistów. W tym celu wysyła go do ośrodka szkolenia agentów gestapo w Grossmdsll. Po ukończeniu szkoły, zdaniu egzaminów, wraca do Białegostoku i aktywnie działa w rozpracowaniu podziemia żydowskiego w getcie. Gra rolę handlarza, szmugluje żywność wymieniając ją na złoto i biżuterię. Pośredniczy w przenoszeniu listów z getta, rozprowadza nadane przez gestapo gazetki, podejmuje się pośrednictwa w próbach wydostania się z getta. Wszystko to robi za wiedzą i przyzwoleniem Białostockiego gestapo. Efekt jego działalności to kilkadziesiąt aresztowań. Co w przypadku Żydów, w tamtym czasie było równoznaczne ze śmiercią. Po roli handlarza przyjmuje rolę prowokatora w Białostockim więzieniu. Zostaje przeniesiony do wiezienia jako wiezień polityczny.  Swoją rolę prowokatora więziennego zna doskonale już z pobytu w Suwalskim więzieniu. Tu także ma efekty, udaje mu się sprowokować kilkunastu więźniów, wszyscy nie długo po tym zostają rozstrzelani i spoczywają w masowej mogile.
 Działalność Majchrzaka nie uchodzi uwadze miejscowemu podziemiu, zostaje zdekonspirowany. Jest śledzony, w obawie przed wykonaniem wyroku na agencie, Machol przerzuca go do Grodna, gdzie ma za zadanie rozpracowywać Armię Krajową.
8 czerwca 1944 jest ostatnim dniem życia gestapowskiego agenta Warakomskiego, zostaje zlikwidowany przez patrol Kedywu Armii Krajowej z obwodu Lewy Niemen Grodzieński.

Bzy na Kalwaryjskiej…

Tymczasem drugi agent Marian Bogdanowicz „Johan” P-53 pozostał w Suwałkach. Nadal pracował dla gestapo mimo że był zdekonspirowany. Armia Krajowa wydała na niego wyrok śmierci. Przygotowano szczegółowy plan wykonania wyroku. Ustalono że Bogdanowicz ma kochankę pracująca w jednym z niemieckich sklepów. Na podstawie spotkań z kochanką ustalono gdzie i kiedy i jaką drogą do niej przychodzi. Na miejsce zasadzki wybrano krzaki bzu przy ulicy Kalwaryjskiej nr. 11 (dziś ul. Puławskiego). Partyzanci w ukryciu czekali na zdrajcę, gdy tylko go zauważyli oddali do niego kilka strzałów, zabijając go na miejscu.

Wewnętrzna zdrada…

Główną rolę sprawczą w rozbiciu pierwszych grup niepodległościowych działających na Suwalszczyźnie mieli konfidencji. Znamienne jest to że zdrady dokonali ludzie aktywnie uczestniczący w konspiracyjnej działalności. Czy gestapo osiągnęło by taki sukces bez pomocy konfidentów? Można pokusić się o stwierdzenie że do pewnego stopnia tak. Na pewno byłyby jakieś aresztowania prewencyjne. W Suwałkach takich prewencyjnych aresztowań gestapo dokonało 20 kwietnia 1940 roku. Aresztowano wtedy około 500 osób.
Gestapo zakładając  akta o kryptonimie „GEFAHR” robiło potencjalną listę osób niebezpiecznych dla III Rzeszy. Na podstawie donosów i obserwacji do teczki „Gefahr” wciągano coraz więcej nazwisk. Suwalszczyzna jak sądzę nie różniła się od innych rejonów Polski w ilości donosów. Jednakże były to tylko nazwiska ludzi bez konkretnych dowodów działalności konspiracyjnej. Na drodze tortur, zastraszeń czy prowokacji uzyskano by pewną ilość informacji, jednakże nie taką jaką uzyskano od konfidentów działających bezpośrednio w organizacji.
Jakim pobudkami kierowali się Majchrzak, Warakomski, Bogdanowicz donosząc często na bliskich przyjaciół?
 W przypadku Majchrzaka sprawa wydaje się oczywista. Według skali przyjętej przez prof. Salmonowicza, Majchrzak był konfidentem ideologicznym. Zwerbowany został już 1935 roku przez abwerę w Wilnie. Już wtedy prawdopodobnie był nastawiony ideologicznie na współprace z wrogiem Polski. Dostarczając szczegółowych informacji o sile i rozmieszczeniu jednostek Wojska Polskiego liczył na przyszłe awanse w faszystowskich strukturach. Po przegranej kampanii wrześniowej sam się przypomniał abwerze i wyraził chęć współpracy. Jego pobyt w Warszawie i praca agenturalna dla Wolfganga Birknera musiała charakteryzować się dużym oddaniem w służbie III Rzeszy. W ideologicznej  faszystowskiej postawie Majchrzaka można doszukać się także czynnika anty żydowskiego. Służąc u warszawskiego gestapowca Bricknera,  musiał wykazywać daleko idącą postawę antysemicką. Wiadomo jest że Wolfgang Brickner dowodził tzw. Komando Białystok. To komando spaliło w synagodze Białostockiej około 2000 tys. Żydów. Mordu dokonano 27 czerwca 1941 roku, w tym czasie Majchrzak od ponad roku był współpracownikiem Bricknera. Niewątpliwe przez rok współpracy musiał udowodnić wielokrotnie że jest gorliwym wyznawcą faszystowskiej ideologi. Także jego późniejsza ucieczka do Argentyny i zadomowienie się w środowisku kolonistów niemieckich, świadczy o tym że był postrzegany jako „swój” Wiadome jest że sporą część kolonistów niemieckich w Argentynie tworzyli zbrodniarze wojenni.
Podobnymi pobudkami kierował się agent Warakomski, jemu także w pewnej części odpowiadała faszystowska ideologia. W dużej mierze wpływ na zdradę Warakomskiego miała jego przedwojenna działalność. Przed wojną był aktywnym członkiem Stronnictwa Narodowego, jego ulubioną gazetą była „Samoobrona Narodu” niemal każdy numer gazety podsycał nienawiść do Żydów. W samej gazecie przychylnie wyrażano się na temat faszyzmu w Niemczech, Włoszech czy w Hiszpanii. Wzrastał w przekonaniu że faszyzm jest najlepszym ustrojem politycznym, godnym naśladowania w Polsce. Aktywnie uczestniczył w bojówkach Stronnictwa Narodowego. Przychylnie patrzył na pogromy Żydów i późniejsze transporty od obozów koncentracyjnych. Po przegranej wojnie nie wierzył w możliwość odzyskania przez Polskę utraconej niepodległości.  Postanowił zdradzić i służyć Niemcom.

Zupełnie innymi pobudkami kierował się Marian Bogdanowicz. Konfidentem i zdrajcą został z przymusu. Bogdanowicz został aresztowany w suwalskiej łapance w kwietniu 1940 roku i wysłany do obozu koncentracyjnego w Orienburgu. W każdym obozie istniało obozowe gestapo i wydział polityczny ( Politische Abteilung)Wydział polityczny zajmował się sprawami personalnymi więźniów. Po przybyciu do obozu wydział nadawał  więźniom kategorię np. więźnia politycznego, kryminalnego,aspołecznego, żyda, itd. Każdy z więźniów miał zakładaną teczkę, w której znajdowały się wszystkie zebrane informacje. Teczki uzupełniano o adnotację o postępowaniu więźnia w obozie.   Politische Abteilung interesowało się szczególnie więźniami politycznymi, i taką prawdopodobnie kategorię miał Bogdanowicz. W Suwałkach został aresztowany z listy sporządzonej przez gestapo. Lista zawierała nazwiska osób potencjalnie niebezpiecznych dla III Rzeszy. Dodatkowo obozowy wydział polityczny przeprowadzał przesłuchania  na zlecenie placówki gestapo, która dokonała aresztowania danego więźnia. Podczas takich przesłuchań często zapadały wyroki śmierci i wiezień już nie wracał do obozowego bloku. Bogdanowicz prawdopodobnie ze strachu, podczas przesłuchań okazywał anty polską postawę i sugerował chęć współpracy w zamian za zwolnienie z obozu. Obozowe gestapo skonsultowało sprawę z placówką w Suwałkach i Mariana Bogdanowicza zwolniono z obozu. Zwolnienie miało jeden cel, praca agenturalna dla suwalskiego gestapo.
Oczywistym jest że postawa Bogdanowicza była spowodowana chęcią przeżycia. W ten sposób gestapo w okupowanej Polsce złamało tysiące osób. Podobnymi metodami gestapo złamało Kordiana Ratajskiego syna byłego prezydenta Poznania i Pełnomocnika Rządu na Kraj w latach 1940—41 Cyryla Ratajskiego. W czasie okupacji został aresztowany przez gestapo i dla ratowania życia zgodził się współpracować z gestapo. Agenturalną pracę  podobnie jak Bogdanowicz zaczął od rozpracowania polskiego Ruchu Oporu. Został  rozpracowany przez kontrwywiad ZWZ-AK. Po zatrzymaniu sąd  skazał Ratajskiego na karę śmierci.

Destrukcja od środka…

Donosicielstwo to nie tylko praca agenturalna na rzecz gestapo w rozpracowywaniu podziemia niepodległościowego. Było także donosicielstwo w wymiarze zwykłego codziennego życia. Żeby donosić nie trzeba było być od razu agentem gestapo. Powodem donosu mogło być wszystko, donosił sąsiad na sąsiada że źle mówi o Niemcach, że zabił nielegalnie świnie. Każdy donos mógł zakończyć się tragicznie.
Mam przykład z własnej rodziny gdzie rodzonego brata mojego dziadka Antoniego Narkiewicza gestapo aresztowało za zabitą świnię. Aresztowany został 31.12.1940 w sylwestra, wywieziony do obozu skąd nigdy nie powrócił. W rodzinie potocznie się mówi że „udał” go szpicel. Myślę że takich przykładów suwalskie rodziny mogły by podać więcej.
 W okresie Niemieckiej okupacji ziem polskich w latach 1939—1945  wobec polskiego społeczeństwa stosowano wszelkiego rodzaju naciski i represje. Osoby o słabym bądź  wypaczonym charakterze ujawniały bardzo często negatywne i groźne społecznie cechy. Wpływ na takie zachowanie miały ciągle pogarszające się warunki bytowe,terror, łapanki, wywózki na roboty.
Dla okupanta donosicielstwo Polaków na Polaków było bardzo wygodne. Okupant nie potrzebował dużego zaangażowania własnych sił w walkę z rodzimym podziemiem. Koszty były tylko po stronie polskiego społeczeństwa. Samo destrukcyjne zachowania Polaków dla okupanta z wszech miar było pozytywne. W ten sposób bez większego zaangażowania okupant mógł w znaczny sposób kontrolować dużą cześć polskiego społeczeństwa.
Emigracyjny historyk Włodzimierz Otocki, w swoich rozważaniach zauważa  że okupacja, a szczególnie taka, jaka miała miejsce na ziemiach polskich, stworzyła wyjątkowe możliwości konfidencjonalnej współpracy z Niemcami, dla osób spoza marginesu społecznego, kierującymi się najniższymi  pobudkami. Żądza zysku, chęć wyrównania porachunków osobistych, szansy wygrania “życiowej karty”, dążenie do zaspokojenia ukrytych  skłonności patologicznych, tym kierowali się w większości gestapowscy konfidencji.
Agentów, denuncjatorów, szpicli na Suwalszczyźnie było znacznie więcej niż tych opisanych. Na wielu z nich podziemne sądy wydały wyroki śmierci. Wiele wyroków wykonano. Wyroki zapadały w sądzie zorganizowanym w AK. Każda sprawa była wnikliwie badana, zanim zapadał wyrok gromadzono dowody, zeznania. Niemcy w perfekcyjny sposób wykorzystali  moralny rozkład części polskiego społeczeństwa dla własnych interesów. Armia Krajowa po wielu wsypach zaczęła wnikliwie rozpracowywać gestapowskich konfidentów. Wiedziała że są największym zagrożeniem dla organizacji. Do walki z konfidentami, szpiclami, agentami Armia Krajowa stworzyła wywiad i kontrwywiad oraz pod ziemny wymiar sprawiedliwości.
Koniec części I

11

Fot. Władysław Januszewski  z grupy kapitana Bielickiego.
Rozstrzelany przez Niemców 26.04.1940.

12

Fot. Piotr Niewiara z grupy kapitana Bielickiego.
Rozstrzelany przez Niemców 26.04.1940.

13

 Fot. Adela Gadomska,członkini ruchu oporu.
Ścięta na gilotynie 03.05.1943.

14

Fot. Andrzej Dziczkowski ps.Groza.
Członek suwalskiego ruchu oporu. Ścięty na gilotynie 19.03.1943.

15

 Fot. Antoni Gałązewicz, członek suwalskiego ruchu oporu.
Ścięty na gilotynie 03.05.1943.

16

 Fot. Tadeusz Lutostański, najmłodszy członek suwalskiego ruchu opory.
Ścięty na gilotynie w wieku 17 lat.

17

 Fot. Jakub Śliwiński ps. Sęp, dowódca grupy ruchu oporu na Suwalszczyźnie.
Ścięty na gilotynie 03.05.1943.

18

  Fot. Ksawery Rukat, członek suwalskiego ruchu oporu.
Ścięty na gilotynie 19.05.1943.

19

 Fot. Irena Piwarska, członkini suwalskiego ruchu oporu,
ścięta na gilotynie 03.05.1943.

20

 Fot. Henryk Dełkus, członek suwalskiego ruchu oporu,
ścięty na gilotynie 03.05.1943.

 21

 Fot. Leokadia Orłowska, członkini suwalskiego ruchu oporu,
ścięta na gilotynie 03.05.1943.

22

 Fot. Tadeusz Krotkiewicz, członek suwalskiego ruchu oporu,
ścięty na gilotynie 03.05.1943.

23

 Fot. Stanisław Wydornik ps. Burza, dowódca grupy oporu na Suwalszczyźnie,
ścięty na gilotynie 19.05.1943.

24

 Fot. Feliks Abrachamik, członek suwalskiego ruchu oporu,
ścięty na gilotynie 19.05.1943.

25

 Fot. Adela Gadomska, członkini suwalskiego ruchu oporu.
Skazana na ścięcie, wsławiła się brawurową ucieczką z więzienia w Królewcu.

Zdjęcia  pochodzą z książki Aleksandra Omilianowicza „Było to nad Czarną Hańczą”

CZĘŚĆ II

 

Walka z gestapowską agenturą na Suwalszczyźnie

27

Czas Honoru….

Działalność Suwalskiej Armii Krajowej może z powodzeniem posłużyć za scenariusz do tego historycznego serialu. Działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze suwalskich partyzantów z wszech miar zasługują na wielkie uznanie. Tak jak w serialu, Suwalscy partyzanci prowadzili bezpardonową walkę z okupantem, nie tylko z bronią w ręku, ale także walkę wywiadowczą. Tu również byli ludzie, którzy poświęcali życie dla walki z okupantem, byli także zdrajcy.  Gra wywiadów, którą prowadziła AK z Suwalskim gestapo była na śmierć i życie. Celem tej gry były informacje, które decydowały, kto zginie, a kto przeżyje.
Jednym z bohaterem gry wywiadów z ramienia AK na Suwalszczyźnie był Wacław Trejnowski, pseudonim „Orkan”. Na podstawie jego wspomnień, potwierdzonych przez dowódcę Białostockiego Okręgu AK płk. Władysława Liniarskiego, pseudonim „Mścisław” przedstawię mało znane fakty z rozpracowania gestapowskiej siatki konfidentów na Suwalszczyźnie.
Wacław Trejnowski, ps. „Orkan”, ur. 29.10.1915, był żołnierzem w szeregach Armii Krajowej w okresie okupacji hitlerowskiej na terenie Okręgu Białostockiego AK, obwód suwalski, pełniąc funkcję:

– zastępcy dowódcy placówki Berżniki

– następnie pełnił funkcję dowódcy placówki Berżniki i równocześnie dowódcy 4 kompani konspiracyjnego 41 pułku piechoty.

Wyróżnił się jako dowódca partyzant w akcji „Burza” w walkach z oddziałami hitlerowskimi. Między wielu wykonanymi akcjami zlikwidował trzech niemieckich oficerów, inspekcjonujących umocnienia polowe, w tym pułkownika, któremu zabrał plany fortyfikacyjne odcinka frontu na Suwalszczyźnie i przekazano dalej dla dowództwa wojsk radzieckich.  Za   wzorową   żołnierską  służbę  w  konspiracji  i  bojową  odwagę  w  walce z okupantem hitlerowskim został odznaczony miedzy innymi Orderem Virtuti Militari kl.V.

Po zlikwidowaniu przez gestapo grup konspiracyjnych kapitana Bieleckiego, Stanisława Wydornika, Jakuba Śliwińskiego, Mariana Świtalskiego, Zenona Jaronickiego na Suwalszczyźnie powstał „Polski Związek Powstańczy”. 14 lutego 1942 roku został wcielony w struktury Armii Krajowej. Od  chwili scalenia, na Suwalszczyźnie w każdej gminie powstawały placówki Armii Krajowej. W miejsce aresztowanych przybywali nowi ludzie. Wraz z atakiem na Związek Radziecki część doświadczonych gestapowców przeniesiono na nowo zdobyte terytorium. Na miejsce gestapowca Waldemara Machola oddelegowanego do Białegostoku przybywa Fritz Schtohoff i na krótko zostaje szefem suwalskiego gestapo. Na początku 1942 roku nastąpiła następna zmiana i nowym szefem gestapo zostaje Herman Gastendyck.

Po dwóch wielkich wsypach grup konspiracyjnych na Suwalszczyźnie, Armia Krajowa wyciągnęła odpowiednie wnioski i przystąpiła do organizacji wywiadu i kontrwywiadu. Jednym  z głównych celów służby wywiadu i kontrwywiadu było zdobycie informacji o gestapo i ich konfidentach.

Organizacyjnie służba wywiadu i kontrwywiadu AK sięgała, aż do najniższych szczebli organizacyjnych, to jest drużyn i sekcji. Wszystkie zebrane w drodze wywiadu informacje, były segregowane i następnie przekazywane przez dowódców sekcji, drużyn i plutonów do szefa wywiadu placówki lub kompani. Ten następnie przekazywał dla szefa obwodu. Szefem wywiadu w  Białostockim Okręgu Armii Krajowej był major Witalis Brzeski, pseudonim „Socha”, „Żegota”. Zebrane i wnikliwie rozpracowane informacje szef obwodu przekazywał do Inspektoratu Armii Krajowej, a stamtąd w miesięcznych raportach do Komendy Okręgu Armii Krajowej.

Oddział Wacława Trejnowskiego, pseud. „Orkan” powstał 1 kwietnia 1943 roku. Data powstania oddziału zbiegła się z datą powstania Szkoły Podoficerskiej na terenie placówki Berżniki. Do szkoły wstępowali młodzi ludzie celem nabycia niezbędnych umiejętności  do prowadzenia przyszłej walki z niemieckim okupantem. W trakcie nauki przechodzili intensywne szkolenie wojskowe. W pierwszym okresie nie przeprowadzano żadnych akcji bojowych ze względu na małą ilość posiadanej broni. Innym problemem był brak kadry dowódczej, brakowało oficerów i podoficerów. Aby zasilić szeregi oddziału w jak największa ilość  żołnierzy   Wacław   Trejnowski,   zebrał  wszystkich  poszukiwanych  przez  gestapo i połączył się z oddziałem Witolda Pileckiego  „Żwirki”.  

Odział „Żwirki” w latach 1943 i 1944 został wyznaczony przez komendę suwalskiego obwodu AK jako szkoleniowy. W oddziale prowadzono Zastępczy Kurs Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty oraz Konspiracyjną Szkołę Młodszych Dowódców. W obu szkołach szkolili się teoretycznie i praktycznie młodzi ideowi dowódcy, którzy po ukończeniu szkół mieli objąć stanowiska oficerskie i podoficerskie.

Wacław Trejnowski ukończył w pierwszym półroczu 1944 roku szkołę podchorążych. Otrzymał stopień plutonowego podchorążego. Przez pół roku dodatkowo oprócz wiedzy teoretycznej nabywał doświadczenia bojowego. Uczestniczył w niemal wszystkich akcjach bojowych oddziału „Żwirki”.

W miedzy czasie odział „Orkana” rozrósł się liczebnie do 22 partyzantów a po podporządkowaniu oddziału Sulżyńskiego, pseud. „Brzoza” liczba wzrosła do 32 ludzi.

W pierwszych miesiącach oddział ograniczał się tylko do szkolenia, prowadzenia wywiadu i kontrwywiadu, rozpracowaniu i likwidacji gestapowskich szpicli oraz gromadzenia broni.

W każdym oddziale AK obowiązywała zasada, każdy zaprzysiężony partyzant miał obowiązek przekazywania wszystkich informacji o nieprzyjacielu do bezpośredniego przełożonego. Najczęściej do dowódcy drużyny lub plutonu. W samym oddziale szeregowi członkowie AK nie wiedzieli, kto zajmuje się kontrwywiadem. Przekazywane wiadomości były różnej wagi, jednakże nawet na pozór mało istotne informacje mogły uratować wielu partyzantów przed aresztowaniem i pewną śmiercią. Informacje były przekazywane także przez lokalną ludność niezaangażowaną w podziemną działalność. Wszystkie uzyskane informacje były dokładnie analizowane przez szefa wywiadu każdej placówki.

Ilość uzyskanych informacji była bardzo duża. Pozornie mało istotne informacje po głębokim chronologicznym przeanalizowaniu stawały się bardzo czytelne i niezmiernie istotne dla działalności organizacji. Dzięki takim informacjom znano stan i uzbrojenie każdego posterunku żandarmerii, posiadano plany sytuacyjne budynków oraz wiedziano jakie pomieszczenie do czego służy. W pracy wywiadowczej starano się także poznać profil psychologiczny co ważniejszych Niemców. Starano się dowiedzieć, czy jest ideowcem, czy tylko próbuje jakoś przeżyć. Dalej gromadzono informacje na temat, czy posiada rodzinę czy ma nałogi, o czym lubi rozmawiać, czy przed wcieleniem do wojska był karany sądownie, jeśli tak to za co.  Po zgromadzenie tych informacji partyzanci wiedzieli, z kim mają do czynienia. Wiedzieli jak ewentualnie prowadzić z konkretnym Niemcem rozmowę aby zdobyć zaufanie i interesujące informacje.

Wacław Trejnowski wspomina, że pomocną bronią w wyciąganiu informacji był alkohol. Przy wódce nawet zamknięci w sobie Niemcy stawali się otwarci i często mówili o sprawach poufnych. Po bliższym zapoznaniu proponowano Niemcu, aby odsprzedał za alkohol lub pieniądze buty, lornetkę itp. wyposażenie wojskowe. W przypadku odmowy ryzyko było minimalne. Gdy się zgodził, co było częste, przynosił towar najczęściej skradziony od swoich kolegów. Po pewnym czasie proponowano Niemcu już poważniejszą transakcje, chciano za bardzo dużą kwotę zakupić pistolet z amunicją. Bywało że odmawiał, ale gdy dał się namówić i przyniósł choć jedną sztukę broni, był już przez AK kupiony na stałe. Mógł co prawda zerwać współpracę, ale nie mógł zdradzić, bo w trakcie śledztwa by wyszło, że współpracuje w wrogim podziemiem.

 Gestapo wie……

Tak zorganizowana działalność partyzancka na Suwalszczyźnie nie uszła uwadze gestapo. Gestapowski „Nachrichten” odkrył, że na Suwalszczyźnie powstała duża organizacja podziemna. Gestapo stosowało różne metody, aby werbować agentów wśród członków AK.  Z własnego doświadczenia wiedzieli, że najłatwiej rozpracować wrogą strukturę przez umieszczenie własnego agenta w szeregach organizacji. Był to pewny sposób, wystarczyło kogoś znaleźć i zmusić lub przekupić do pracy agenta. Sposób bardzo dobry,   ale   AK   nauczona   zdradami   od   środka   wyciągnęła   odpowiednie   wnioski. W kierownictwie oddziałów AK, wiedziano, że w szeregach mogą kryć się agenci gestapo. Każdy członek był obserwowany, najmniejsze podejrzanie wzmagało obserwację i czujność.

 Siatka…

Dla potrzeb rozpracowania AK na terenie gminy Berżniki gestapo miało agenta o nazwisku Józef Skupski. Miał on za zadanie zbudowanie siatki szpicli na usługach gestapo. Był bardzo inteligentnym agentem i w krótkim czasie zbudował pokaźną siatkę agentów. Zwerbował miedzy innymi Degucia Stanisława z Deguć, Wysockiego Franciszka z Folwarku Berżniki, Juliana Wysockiego, Pawlukowskiego Mieczysława z wsi Berżałowce, Chomczuka Jana z Wiatrołuży.

 

Sześciu agentów…

W dniu 29 października 1943 roku Niemcy aresztowali Franciszka Sawukanisa ps.”Igła”, Lucjana Hałaburdę ps. „Batory” z Rygola oraz Zygmunta Żegarskiego z wsi Bosse. Żegarski nie był członkiem AK. Z braku dowodów i ze względu na młody wiek został po dwóch dniach zwolniony. Aresztowania trzech podejrzanych dokonało, aż sześciu agentów gestapo. Po powrocie z aresztu Żegarski poinformował sąsiadów, że przy aresztowaniu nie byli sami Niemcy, ale także ich agenci, w jednym z nich rozpoznał Józefa Skupskiego z wsi Berżniki. Wacław Trejnowski postanowił rozpracować pozostałych pięciu agentów. Po miesiącu znał resztę nazwisk gestapowskich agentów. Wszyscy byli wcześniej poszukiwani przez A.K i zostali skazani przez podziemny sąd na karę śmierci.

 Dwie pieczenie…

Wacław Trejnowski postanowił z oddziałem zlikwidować Józefa Skupskiego. W tym celu zwrócił się do dowódcy „Kedywu” Kazimierza Biniewskiego ps. „Kmicic” o przysłanie dwóch uzbrojonych nieznanych w terenie partyzantów, celem likwidacji agenta. Swoich ludzi nie mógł użyć, zachodziła obawa zdekonspirowania i ewentualnych represji w stosunku do rodzin. „Kmicic” nie przysłał ludzi, w ich miejsce przybyli partyzanci z oddziału „Żwirki” Na datę akcji wybrano drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia 1943 roku, miejscem zasadzki miał być dom rodzinny Sukupskiego. Sprawa zaczęła się komplikować, gdy Skupski zamiast skierować się do domu, zajechał do swojej narzeczonej, której dom znajdował się blisko posterunku Straży Granicznej i posterunku żandarmerii. Dodatkowo Skupskiemu towarzyszył inny gestapowski agent Jan Chomczuk, na którego AK także wydała wyrok śmierci. Postanowiono poczekać, aż agenci opuszczą dom znajdujący się obok posterunków. Wieczorem agenci wyszli z domu narzeczonej i udali się do majątku Otkiewszczyzna koło Berżnik. Rano partyzancki patrol przystąpił do likwidacji agentów. Pierwszego zlikwidowano Jana Chomczuka, drugi agent Skupski ostrzeliwał się schowany za szafą. W tej sytuacji podch. Stanisław Wilczyński, ps. „Sęp”, rzucił granat. Granat jednak nie eksplodował, a agent wykorzystał moment wycofania partyzantów i wyskoczył na podwórko. W pogoń za agentem rzucił się Zygmunt Miszkiel, ps. „Świt”z wsi Krejwince, uciekający agent ostrzeliwał się i zranił ciężko „Świta” Po pięciu tygodniach ranny w kolano Zygmunt Miszkiel doszedł do zdrowia. Agent Skupski uszedł z życiem, schronił się na posterunku żandarmerii w Berżnikach.

 

Nadlatuje mewa..

Franciszek Wysocki, ps. „Mewa” członek gestapowskiej siatki wywiadowczej zorganizowanej przez Józefa Skupskiego ps. „Leon” . Drugą rolę grał w oddziale „Orkana” Wacława Trejnowskiego, okazał się  „wzorowym” partyzantem. Był zdyscyplinowany i uważny. Uczestniczył we wszystkich akcjach dywersyjnych i dozbrojeniowych. Nie był do końca wtajemniczony w sprawy partyzanckie, nie wiedział, gdzie znajduje się broń oddziału, nie znał miejsc stacjonowania partyzanckich oddziałów i stanu osobowego. Znał za to wszystkich, z którymi chodził na akcje.

Ktoś udał….

Styczeń 1944 roku rozpoczął się od fali gestapowskich aresztowań. Aresztowani zostali:

Karłowicz Edmund zamieszkały we wsi Kukle, ps. „Leśnik”

Jakubowski Józef dowódca drużyny ps. „Sokół” zamieszkały we wsi Berżałowce

Bolesław Ludorf ps. „Adam” zamieszkały we wsi Bosse

Wowak Antoni ps. „Piotr” zamieszkały we wsi Berżałowce

Walczak Michał ps. „Stary” zamieszkały we wsi Krejwince

Szyryński Piotr ps. „Dziecioł”

Fiedorowicz Julian ps. „Kuna” zamieszkały we wsi Posejnele

Brzostowski Witold Józef ps. „Lis”

Dodatkowo Niemcy przeprowadzili kilka rewizji w domach, gdzie mieszkały osoby związane z oddziałem Wacława Trejowskiego „Orkana”. „Orkan” czuł, że aresztowania nie są przypadkowe i mogą być spowodowane zdradą.

 Rozmowy kontrolowane…

Postanawia działać, zbiera niearesztowanych, a już prawdopodobnie zdradzonych członków  oddziału i lokuje ich w leśnym oddziale „Żwirki”.  Następnie gromadzi wszystkie informacje na temat aresztowań. Zgromadzona wiedza dowiodła, że aresztowania nie były przypadkowe i są z sobą powiązane. Niemcy znali wszystkie nazwiska partyzantów oraz wspomagających działaczy konspiracyjnych. Układa wszystkie informacje w czasie, analizuje wcześniejsze rozmowy z szeregowymi partyzantami. Szczególnie przypomina sobie rozmowy z Franciszkiem Wysockim.

Pierwsza podejrzana rozmowa, którą wspomina „Orkan” odbyła się w grudniu 1943 w Kuklach w domu u Stanisława Albo. Wacław Trejnowski rozmawiał wtedy z Wysockim Franciszkiem na osobności. Rozmowę Wysocki ukierunkował na sprawy organizacyjne, mówił o małej liczebności oddziałów partyzanckich, o niewystarczającej ilości broni i  o tym, że w razie większej bitwy z okupantem nie będą mieli wystarczającej siły. „Orkan” darząc Wysockiego zaufaniem, określił liczbę na 150 partyzantów, pewnych i przygotowanych do walki, przedstawił także stan liczebny jednostek broni. Po otrzymaniu tych informacji próbował dowiedzieć się nazwisk członków organizacji. Zaniepokoiła „Orkana” ta ciekawość do nazwisk i odpowiedział, że dopytuje się informacji, których nie powinien znać. Zmieszany Wysocki zorientował się, że popełnił błąd i szybko zmienił temat, dopytując się tylko o broń. Negatywnie wypowiadał się o stanie technicznym broni mówiąc, że jest zardzewiała, niekonserwowana i nie długo nie będzie nadawała się do użytku.

Wacław Trejnowski odpowiedział, że broń jest zakonserwowana i sprawna, ukryta w bezpiecznym miejscu, o którym wie tylko on i paru zaufanych ludzi. Zirytowany ciekawością Wysockiego upomniał go, że w konspiracji taka ciekawość możne spowodować nieszczęście. Przerwali rozmowę, i przed wyjściem Wysocki zapytał dowódcę, gdzie zamierza nocować w odpowiedzi usłyszał, że dom, w którym teraz przebywa jest podejrzany, ale mimo to zostanie na noc i dopiero jutro uda się w inne miejsce.

Po zakończonej rozmowie „Orkan” zrozumiał, że rozmowa była ukierunkowana na wywiad, zrozumiał także, że mógł powiedzieć za dużo niż powinien. Jednakże uspokoiło go zaufanie do Franciszka Wysockiego oraz, że pytania były podyktowane zwykłą ciekawością.

 Przeczucie…

Przed godziną policyjną wszyscy zebrani w domu u  Stanisława Albo rozeszli się, wyszedł także Franciszek Wysocki. Wacław Trejnowski zamierzał nocować. Rozebrał się i położył w przygotowane przez gospodarza łóżko. Przeczucie kazało mu jednak z powrotem wstać, ubrać się i opuścić gospodarstwo. Pożegnał się z gospodarzem, tłumacząc pilną potrzebą załatwienia jakiejś sprawy. Około godziny 22 Niemcy otoczyli gospodarstwo Stanisława Albo i przeprowadzili rewizję. Domownicy wiedząc o odejściu „Orkana” przyznali się do jego wcześniejszej obecności w domu. Na pytania, gdzie poszedł nie potrafili odpowiedzieć, rozwścieczeni Niemcy brutalnie skatowali całą rodzinę Stanisława Albo. Cała sytuacja mimo, że była nie jasna nie spowodowała zdekonspirowania agenta. Jednakże Wysocki stał się pierwszym podejrzanym.

Kocioł …

Kilka dni później Wacław Trejowski spotkał Franciszka Wysockiego we wsi Krejwince. Tym  razem o organizacje już  nie  pytał.  Czujnym okiem  zauważył  jak  „Orkan” przekłada z kieszeni spodni do kieszeni płaszcza dwa pistolety i dwa granaty. Ze zdziwieniem zapytał po co on nosi dwa pistolety i granaty jednocześnie. Wacław Trejnowski odpowiedział, że tanio skóry nie zamierza sprzedać. A drugim granatem woli rozerwać się niż dać się złapać dla gestapo. Wysocki próbował przedłużyć rozmowę mówiąc, że ma dużo do przekazania. Orkan nie mógł rozmawiać ponieważ czekała go długa droga i musiał już odejść zaznaczył, że mogą porozmawiać 2 stycznia w Krejwincach u Michała Walczaka, bo tam zamierza się zatrzymać.

W umówionym dniu Wacław Trejnowski zamiast skierować się prosto do Walczka, gdzie miał się spotkać z Wysockim zaszedł do innego domu, gdzie miał zamiar odpocząć po długiej pieszej wędrówce. W trakcie odpoczynku Orkan zmienił plan i nie zaszedł do Michała Walczaka, ps. „Stary”.

W tym samym czasie w gospodarstwie Walczaka panował dziwny spokój. Był to spokój wymuszony przez gestapo. Nikt nie wychodził, karmienie bydła tylko pod eskortą gestapowca po cywilnemu. Sąsiadkę, która przyszła z sąsiedzką wizytą zatrzymano i zamknięto w pokoju. Na „Orkana” czekali dwa dni i jedną noc. Aby nie zdekonspirować agenta, gestapo zakazało pod groźbą kary mówić o „kotle” Po tym zdarzeniu Wysocki został prawie całkowicie zdekonspirowany. Wacław Trejnowski złożył obszerny meldunek na temat Franciszka Wysockiego ps. „Mewa” do „Kedywu” dodatkowo postanowił jeszcze raz ostatecznie sprawdzić czy jest gestapowskim agentem

 

Bandyci na drodze…

Wacław Trejnowski rozpoczyna grę w sprawdzanie od polecenia Wysockiemu, aby ten wziął udział w akcji zdobycia broni na Litwie. W początkowej fazie ustalają, że miejscem docelowym akcji będzie posterunek niemieckiej żandarmerii w Kalwarii. Pokazał Wysockiemu na mapie trasę przemarszu i omówił ważniejsze szczegóły. Następnie ustalił datę, godzinę i miejsce zbiórki. Dla Wysockiego z obawy, że może on wspólnie z gestapo  zorganizować zasadzkę ustalił inne miejsce zbiórki niż dla pozostałych. Franciszek Wysocki ps.  „Mewa” przybył punktualnie w ustalone miejsce i po dłuższym sprawdzeniu czy jest sam dołączyli do czekającego w innym miejscu oddziału.  Po przybyciu do oddziału gestapowski agent „Mewa” zaproponował, że pójdzie z przodu jako szperacz. Oddział Wacława Trejnowskiego dodatkowo zasilili partyzanci od „Żwirki” i „Zawiszy” razem 32 uzbrojonych ludzi. Po kilometrze marszu z gestapowskim szperaczem na przedzie „Orkan” zmienił cel akcji z Kalwarii na miejscowość Wejsieje. Zmieniła się także trasa przemarszu, „Mewa” oburzył się i nie chciał wykonać rozkazu zmiany trasy przemarszu, dopiero na bardzo stanowcze żądanie dołączył do oddziału a jego miejsce zajął inny szperacz.
W tym samym czasie w domu szewca Jana Malinowskiego w Berżnikach siedziało dwóch Niemców z miejscowej straży granicznej, nerwowo spoglądając na zegarki. Gdy wstali do wyjścia, gospodyni Jadwiga Malinowska oznajmiła, że jest jeszcze wcześnie i że mogą posiedzieć dłużej. Jeden z Niemców, który znał dobrze język polski odparł że za pół godziny tą drogą będą szli bandyci i muszą już iść. Czas, o którym mówili Niemcy dokładnie pokrywał się z pierwotnymi planami marszu do Kalwarii. Po powrocie z akcji w miejscowości Wejsieje, której celem było odbicie rannego partyzanta Kuźnickiego, „Orkan” dowiedział się od zaufanych miejscowych ludzi o przygotowanej zasadzce na trasie przemarszu. Zaplanowana zmiana uratowała oddział i zdemaskowała agenta, który jako jedyny znał trasę marszu do Kalwarii. W wyniku donosu „Mewy” gestapo postawiło w stan gotowości wszystkie niemieckie posterunki na pograniczu polsko – litewskim, o tej gotowości świadczyły coraz wystrzeliwane rakiety oświetlające wzdłuż granicy.

W żwirowni…

W czasie gdy na Franciszka Wysockiego gromadzono obciążające dowody i meldunki, on sam pracował bardzo gorliwie. 11 lutego 1944 spotkał na drodze poszukiwanego przez Niemców Antoniego Wowaka. W rozmowie Antoni Wowak wspomniał, że idzie do Michała Walczaka ps. „Stary” zamieszkałego w Krejwincach, gdzie będzie się ukrywał trzy dni, a później poszuka innego domu. Jeszcze tego samego dnia gestapowcy z żandarmerią otoczyli dom Walczaka i zapytali, gdzie jest Antoni Wowak. Michał Walczak odpowiedział, że nikt taki do niego nie przyszedł. Zirytowany pewny Niemiec odparł, że Wowak przyszedł dziś rano i zostanie na trzy dni. Przeprowadzona rewizja dała wynik znaleziono Wowaka i ukrytą przy nim broń, pistolet marki „Hispan”. Razem z Wowakiem aresztowano Michała Walczaka ps. „Stary”. Walczak był aktywnym członkiem AK Obu przewieziono do gestapo na przesłuchanie. W czasie przesłuchania torturowany Antoni Wowak przyznał się, że w swoim gospodarstwie ma dwa karabiny francuskie berthiera. Skutego przywieziono na miejsce ukrycia broni. Zawieszono mu na szyi dwa znalezione karabiny i zrobiono zdjęcie. Niemiec po zrobieniu zdjęcia wygłosił łagodną mowę do Antoniego Wowaka, że może liczyć na łaskę jeśli wyda członków A.K i inną ukrytą broń. Pozwolił również prowokacyjnie na rozmowę na osobowości z żoną, liczył, że skłoni ona Antoniego Wowaka do wydania nazwisk. W rozmowie żona zapytała cicho męża, kto wiedział, że był on u Walczaka, odpowiedział że wiedział tylko Franciszek Wysocki.
Gestapo Antoniego Wowaka mimo tortur nie złamało, nie zdradził żadnych nazwisk, i szczegółów ukrycia broni. Został publicznie powieszony 30.04.1944 we wsi Podnowinka razem z Michałem Walczakiem ps. „Stary”, Karłowiczem Edwardem ps. „Leśnik”, Józefem Jakubowskim, ps. „Sokół”, Karpowiczem Władysławem, Nowakiem Antonim, Hipolitem Zarębą i Milewskim Józefem z Frącek. Wszystkich straconych pochowano w żwirowni.

Sokół i mewa…

Podziemny Sąd Armii Krajowej wydał na Franciszka Wysockiego ps. „Mewa” wyrok śmierci. Z zebranych materiałów dowodowych wynikało jednoznacznie, że jest gestapowskim agentem. W marcu 1944 zostaje wezwany do udziału w akcji, zamiast na akcje, trafia na przesłuchanie. Mimo licznych dowodów nie przyznaje się do współpracy z gestapo, początkowo zwala winę na własnego brata. Twierdzenie to było prawdziwe, ponieważ rodzony brat Franciszka Wysockiego pomagał  w zbieraniu informacji dla gestapo. W tym momencie przedstawiono Wysockiemu zeznanie dwóch świadków, którzy wiedzieli jak rozmawiał w okolicy jeziora Aszarynis z dwoma gestapowcami. Po tym zarzucie agent załamał się i przyznał do winy. Twierdził, że został zwerbowany i wprowadzony w błąd przez Józefa Skupskiego i nie ponosi winy za aresztowania, prosił o darowanie winy. Powoływał się na udział i zasługi w akcjach partyzanckich prosił, aby go nie likwidować. Wyrok na „Mewie” wykonali partyzanci z patrolu „Sokoła”

 Rozterki wtyczki…

Gdy faszystowska machina wojenna zaczęła tracić impet i przyszedł czas klęsk na froncie wschodnim, do części gestapowskich agentów zaczęło docierać, że stoją po niewłaściwej stronie. Część z nich myślała jak wybrnąć z tej sytuacji. Wiedzieli, że za swoje zasługi dla gestapo czeka ich śmierć lub wieloletnie więzienie. O rozterkach gestapowskich agentów wiedziano także w AK. Postanowiono wykorzystać strach agentów dla własnych celów. W zamian za współpracę AK obiecało, że nie będą zlikwidowani oraz nie będą pociągnięci do odpowiedzialności za współpracę z gestapo. Z taką propozycją do dwóch agentów gestapo wystąpił Wacław Trejnowski.

Mam już dość…

Mam już dość pracy dla gestapo i chce wstąpić do AK, takimi słowami zwrócił się  Józef Skupski ps. „Leon” agent gestapo, do ojca swojej narzeczonej Dąbrowskiego. Skupski nie wiedział, że Dąbrowski jest członkiem AK. Dąbrowski poinformował o zaszłej rozmowie Wacława Trejnowskiego. Sprawa nie była pewna, mogła być prowokacją dlatego „Orkan” sprawę przekazał do decyzji komendanta Suwalskiego Obwodu AK por. Kazimierza Ptaszyńskiego ps. „Zaręba” Komendant Ptaszyński polecił „Orkanowi” nawiązać kontakt z gestapowskim agentem, z zachowaniem dużej ostrożności. Dąbrowski w następnej rozmowie z Józefem Skupskim zaproponował kontakt z odziałem partyzanckim Wacława Trejnowskiego, ale ze względów bezpieczeństwa nie podał sposobu na bezpośredni kontakt.
Orkan nie chcąc narażać partyzanckiego łącznika, postanawia napisać list i zanieść go do rodzonego brata Skupskiego z prośbą o doręczenie do adresata. W liście opisał dokładnie, co ma robić agent. Agent miał o godzinie 18.00 wyjść z Berżnik i iść pieszo drogą leśną w kierunku wsi Zelwa. Na rękawie miał mieć białą opaskę. Agent „Leon” dokładnie wykonał polecenie i szedł drogą w kierunku Zelwy. Spotkanie z Wacławem Trejnowskim nastąpiło koło godziny 19 w lesie w pobliżu wsi Berżałowce. Po rozbrojeniu agenta, przeprowadzili kilku godziną rozmowę. Gestapowski agent „Leon” przyjął wszystkie warunki współpracy i stał się współpracownikiem AK, zdziwiło go tylko, że pozwolono mu wstąpić do A.K.
Orkan w czasie werbowania Józefa Skupskiego wymógł na nim, aby ten dostarczał informacji jak najbardziej ważnych i istotnych, w zamian może liczyć na szybszą rehabilitacje. Agent od razu wykazał inicjatywę i przekazał nazwiska partyzantów, o których wiedziało gestapo. Przekazał informacje o wcześniej aresztowanych partyzantach i metodach ich przesłuchań. Stwierdził, że partyzanci, mimo tortur nikogo nie zdradzili, wymienili tylko nazwiska partyzantów już poszukiwanych między innymi Wacława Trejnowskiego. Na efekt gestapowskiego śledztwa wymienienie nazwisk poszukiwanych partyzantów nie miało wpływu.

Podkreślone na czerwono…

W celu kontaktu z agentem „Leonem” Orkan stworzył tak zwaną „martwą skrzynkę” Jej celem było uchronienie partyzanckich łączników przed aresztowaniem, a także dekonspiracją Skupskiego względem gestapo. Martwą skrzynką było metalowe pudełko ukryte w hałdzie kamieni na skraju lasu Berżniki. Dostęp do skrzynki zasłaniały gęste krzaki. Ze skrzynki można było korzystać o każdej porze dnia. Tak opracowany system kontaktu był bezpieczny, jednakże wymagał częstej kontroli zawartości skrzynki. Inną niedogodnością była odległość z Suwałk do Berżnik. Informacje do skrzynki dostarczał sam Skupski,  z tego powodu nadchodzące meldunki często były już nieaktualne. Dlatego Wacław Trejnowski za pośrednictwem komendy obwodu A.K stworzył siatkę łączników na trasie Suwałki-Berżniki-Berżałowce i dalej do leśnego miejsca postoju. O siatce łączników agent Skupski nie wiedział, wiedział tylko o jednej łączniczce. Tą łączniczką była ekspedientka w niemieckim sklepie o pseudonimie „Alicja”. Wszystkie informacje od Józefa Skupskiego do Wacława Trejnowskiego przechodziły przez jej ręce.
Na małej kopercie wielkości pudełka zapałek był napis „Orkan”, a w prawym górnym rogu były umieszczane napisy „pilne” lub „bardzo pilne”. Jeżeli meldunek miał być dostarczony w tym samym dniu lub nazajutrz „Leon” pisał „pilne” lub „bardzo pilne” czerwonym kolorem, jeśli dodatkowo słowa były podkreślone na czerwono oznaczało, że informacja ma być dostarczona natychmiast, ponieważ od tego będzie zależało czyjeś życie. Tak zaadresowaną kopertę Józef Skupski podawał ekspedientce w złożonym banknocie. Ekspedientka, ps. „Alicja” dyskretnie analizowała treść i jeśli zachodziła potrzeba natychmiastowego doręczenia meldunku, pod pozorem wyjścia do ubikacji przekazywała meldunek dalej. Taki meldunek odbierał łącznik mieszkający w sąsiednim budynku obok sklepu, czytał treść i decydował jak postąpić w danym wypadku. W meldunkach przekazywanych od agenta były zawarte informacje o planowanych akcjach, miejscach zasadzek, obław leśnych, ludziach przeznaczonych do aresztowania.

Słabe wyniki…

Po śmierci „Mewy” suwalskie gestapo zostało odcięte od istotnych informacji. Informacje typu, kto zabił świnie czy pędzi nie legalnie bimber na gestapowcach nie robiły większego wrażenia. Dodatkowo AK zlikwidowała w kwietniu 1944 Stanisława Degucia. Stanisław Deguć jako agent gestapo przyczynił się do aresztowania Antoniego Jakubowskiego, ps. „Sokół” (później został publicznie powieszony przez gestapo) oraz naprowadził dwukrotnie obławę na miejsce postoju patroli partyzanckich. Na szczęście patrole w porę ewakuowały się przed nadejściem Niemców.
Z powodu nikłych informacji gestapo zaczęło naciskać Józefa Skupskiego, ps. „Leon”, aby ten zwerbował nowych agentów. Leon, który pracował już od pewnego czasu  dla AK, tłumaczył gestapowcom, że akcja werbunkowa napotyka przeszkody. Główną przeszkodą przed werbunkiem nowych agentów, był strach przed likwidacją przez AK Gestapowcy przyjęli takie tłumaczenie, jednakże nie zaniechali werbowania nowych agentów.
Aby nie wzbudzić podejrzeń Wacław Trejnowski umówił się z Józefem Skupskim, że będzie mu dostarczał informacji, gdyż jako gestapowski agent musiał wykazywać wyniki. Orkan dostarczał informacji prawdziwych, ale z góry skazanych na niepowodzenie dla gestapo. Informacje były tak dopasowane w czasie, aby nie zrobiły żadnej krzywdy. Dotyczyły przeważnie miejsca postoju oddziału. Leon meldował telefonicznie do gestapo,  że oddział partyzancki stacjonuje w lesie blisko miejscowości X, lub przebywa u jakiegoś gospodarza. Żeby nie narazić na represje gospodarza, ustalono, że będzie meldował niemieckiej żandarmerii o pobycie partyzantów w godzinę po ich odejściu. Meldunki o miejscach postoju oddziału w lesie także były prawdziwe. W czasie obławy Niemcy napotykali na wypalone jeszcze cieple ogniska, zbudowane prowizorycznie szałasy. To, że oddział Wacława Trejnowskiego, był nieuchwytny gestapo przypisywało dużej mobilności i znajomości terenu. Za ujecie „Orkana” gestapo wyznaczyło nagrodę 5000 tys. marek, za zabicie nagroda była mniejsza. Żywy był cenniejszy.

 

Leon na Litwie…

W maju 1944, Józef Skupski, ps. „Leon” poinformował Wacława Trejnowskiego, że gestapo zamierza oddelegować go do rozpracowania litewskiej organizacji antyniemieckiej. W związku z tym został wysłany na terytorium Litwy. Aby ułatwić pracę Leona, gestapo przekazało mu listę trzynastu gestapowskich agentów działających na Litwie. Po przybyciu na teren Litwy nawiązał kontakt z każdym z agentów, ustalił szczegóły ich pracy.
Wacław Trejowski polecił Leonowi, aby ten jak najszybciej rozpracował cały wywiad niemiecki działający na pograniczu polsko – litewskim oraz zdobył informacje na temat „Szaulisów” stanowiących duże zagrożenie dla polskich i już wtedy także radzieckich partyzantów.
Litewski Związek Strzelecki (Lietuvos Šauliu Sąjunga) w okresie wojny kolaborował z Niemcami i stał się narzędziem terroru względem narodowości żydowskiej oraz polskiej. Stąd też komenda suwalskiej AK chciała mieć jak najwięcej informacji na temat szaulisów. Leon zdobył bardzo dużo wartościowych informacji i przekazał do komendy AK.
W czasie pobytu Leona na Litwie,  gestapo zorganizowało obławę na „Orkana”. W walce z gestapowską obławą stracił dwóch wartościowych partyzantów, kaprala podchorążego Stefana Bujnowskiego, ps. „Biały” oraz Tadeusza Mikłaszewicza, ps. „Tońcio” z wsi Kukle, oprócz zabitych był także ciężko ranny w brzuch  Franciszek  Andrulewicz,  ps.  „Góral”. W opisie Wacława Trejnowskiego zabici partyzanci byli wyjątkowo odważnymi partyzantami. Po stracie dwóch wyjątkowo watrościowych partyzantów oraz niepokojących meldunkach od Leona postanawia przenieść się z oddziałem na Litwę.
Na Litwie Orkan operuje w rejonie Puszczy Augustowskiej sięgającej w terytorium Litwy, aż do rzeki Niemen. Głównym celem pobytu na Litwie było zdobycie na szaulisach broni.

Niebezpieczne plany…

Na początku czerwca 1944 roku, Orkan wraca z oddziałem z Litwy na teren gminy Berżniki. 20 czerwca 1944 Wacław Trejnowski spotyka się z Leonem, w czasie rozmowy agent proponuje śmiałą akcje na suwalskiego szefa gestapo Hermana Gastendycka. Akcja ma duże szanse powodzenia ponieważ agent Skupski bardzo często podróżował razem z szefem gestapo. Leon chciał wykorzystać zdobyte zaufanie, dlatego zaproponował przechwycenie samochodu i wzięcie Hermana Gastendyka i towarzyszącego oficera do niewoli. Plan był prosty i łatwy do wykonania, wystarczyło aby podał miejsce, datę i czas przejazdu gestapowców. Wacław Trejnowski zawahał się jednak przed tą akcją, domyślał się, że gestapowców będzie trudno pochwycić żywych, z pewnością nie będą chcieli się poddać i wywiąże się walka. Niemcy już wcześniej się zabezpieczyli przed taką możliwością informując o tym, że w wypadku śmierci szefa gestapo zabiją 250 mieszkańców Suwałk. Projekt akcji na szefa gestapo przekazał do komendanta obwodu suwalskiej AK.  Komendant Franciszek Ptaszyński ps. „Zareba” nie wydał pozwolenia na przeprowadzenie akcji.
Drugim planem zaproponowanym przez Leona była akcja zlikwidowania wszystkich gestapowskich agentów mieszkających w budynku obok komendy gestapo na ul. Kościuszki. Józef Skupski znał doskonale budynek, w którym  mieszkali agenci, znał także przyzwyczajenia agentów.28

 

 Fot. Ulica T. Kościuszki. Plac budowy Domu Nauczyciela, w tym miejscu mieściła się komenda gestapo. Wacław Trejnowski nie sprecyzował, w którym budynku obok mieścił się dom, gdzie mieszkali agenci gestapo

 Jedną z zasad, która panowała wśród agentów gestapo było to, że każdy z nich mógł przyprowadzić na kwaterę swoich pomocników. Leon miał wprowadzić dwóch partyzantów i przedstawić jako zaufanych współpracowników. Wieczorem przy libacji miało dojść do strzelaniny i likwidacji wszystkich agentów. Orkan zwrócił uwagę, że strzelaninę mogą usłyszeć gestapowcy z sąsiedniego budynku, i natychmiast przybędą z interwencją. Leon spokojnie odpowiedział, że nic takiego się nie stanie, ponieważ gestapowcy są przyzwyczajeni do strzałów. W budynku, w którym mieszkali agenci na korytarzu była urządzona strzelnica. Na końcu korytarza stała skrzynia z piaskiem, a na niej sylwetka człowieka. Agenci trenowali strzelanie z biodra na bliską odległość.

Wacław Trejnowski długo zastanawiał się nad wykonaniem tego planu. W końcu zrezygnował z powodu obawy, że po akcji partyzanci mogą nie zdążyć wycofać się, zostać zabici lub aresztowani. Do obaw doszła także możliwość dekonspiracji Leona, był bardzo cennym agentem, nie można było ryzykować jego straty.

Agent Kuna…

W lutym 1944 roku gestapo aresztowało Piotra Szyryńskiego, ps. „Dzięcioł” z wsi Posejnele oraz Juliana Fiedorowicza ps. „Kuna”.  Julian Fiedorowicz nie brał udziału w żadnej akcji, nie znał go z tego powodu agent Wysocki, ps. „Mewa”. Stąd też gestapo nie miało na niego żadnych dowodów. W czasie brutalnych przesłuchań na pytania o AK odpowiadał, że nie jest możliwe, żeby taka organizacja istniała, ponieważ przy takiej sile, jaką dysponują Niemcy, jest to nie możliwe. Gestapo, mimo że nie miało żadnych dowodów na jego działalność, trzymało go w areszcie dłuższy czas, zamiast zwolnić go domu, nakazano mu zajmować się niemieckimi końmi. Po pewnym czasie pod przymusem podpisał deklarację o współpracy z gestapo. W momencie podpisywania deklaracji z gestapo Julian Fiedorowicz postanowił, że o całej sprawie niezwłocznie poinformuje dowództwo AK. Tak też zrobił i podjął współpracę z partyzantem z oddziału „Żwirki” Wacławem Luto, ps. „Szpon”.

Wacław Trejnowski wiedział o podpisaniu przez Fiedorowicza współpracy z gestapo. Wiedział także, że w śledztwie,  mimo  tortur  nikogo  nie  zdradził,  a  deklaracje  podpisał w celu ratowania życia, z zamiarem niezwłocznego poinformowania o niej dowództwa AK. Wacław Trejnowski postanawia skontaktować się z Julianem Fiedorowiczem ps. „Kuna” Do spotkania doszło we wsi Posejnele. W rozmowie „Orkan” zaproponował współprace chciał, aby przekazywał  wszystkie  informacje,  jakie  usłyszy  w  gestapo  na  punkt  kontaktowy w Suwałkach. „Kuna” z chęcią przystał na współprace, i dostarczył meldunków. Był to drugi agent umieszczony w suwalskim gestapo. Obaj agenci „Kuna” i „Leon” nie wiedzieli o roli jaką grają w gestapo.

 „Kuna” nie miał takiego zaufania wśród gestapowców jakie posiadał „Leon”, z tego powodu „Orkan” nastawił go na zdobywanie informacji od innych gestapowskich agentów.

 Pozorowana śmierć…

Aresztowany w dniu 28.10.1943 roku Lucjan Hałaburda ps. „Batory” po sześciu miesiącach ciężkiego śledztwa podpisał deklarację współpracy z gestapo. Przed zwolnieniem gestapo ustaliło priorytety jego pracy. Najważniejszym zadaniem było doprowadzenie do zatrzymania komendanta suwalskiego obwodu AK Kazimierza Ptaszyńskiego ps.”Zaręba” oraz złapania koniecznie żywcem Wacława Trejnowskiego, ps. „Orkan”
„Batory” przyrzekł, że doprowadzi do aresztowania „Zaręby”, którego znał osobiście, lecz nie znał miejsca jego pobytu. Po wyjściu na wolność, postanawia za pomocą łączników spotkać się z „Orkanem” Do spotkania doszło w lesie w okolicy Berżnik, w czasie rozmowy „Batory” przyznał się do podpisania deklaracji, chciał ratować życie i wcale nie zamierza współpracować. Prosił, aby w obawie przed zemstą Niemców ująć go i upozorować wykonanie wyroku śmierci za współprace z gestapo.
„Batory” miał wystawione przez gestapo dokument na nazwisko Jan Kwiatkowski zamieszkały w Gibach. Wieczorem obok zabudowań sołtysa wsi Berżałowce Jana Markiewicza, nastąpiło fikcyjne ujecie „Batorego” padła krótka seria z pepeszy i agent został ujęty. Zaprowadzono go do domu Markiewicza, gdzie przekazano sołtysowi informacje, że właśnie zatrzymali poszukiwanego agenta gestapo i za chwile zostanie powieszony. Odczytano fikcyjny wyrok oraz wymieniono kilkakrotnie nazwisko Kwiatkowski. Poproszono sołtysa o sznur celem powieszenia agenta, domownicy prosili o łaskę dla agenta. Dowódca był nie ubłagany i już szykował stryczek, w końcu domownicy poprosili, żeby nie wieszać go na terenie zabudowań. Dowódca zgodził się i oznajmił, że powieszą go gdzieś w głębi lasu. Założono agentowi na szyję postronek i wyprowadzono do lasu.
Bezpośrednio po opuszczeniu gospodarstwa przez partyzantów, sołtys Markiewicz zameldował na żandarmerii w Berznikach o zaistniałej sytuacji. Żandarmeria przekazała informację o wykonanym wyroku na agencie do suwalskiego gestapo. W tym samym dniu na teczce agenta „Batorego” gestapowiec postawił kolorowym ołówkiem duży krzyż. Na drugi dzień „Batory” został przekazany na stałe do oddziału „Żwirki”

Areszt domowy…

Na terenie gminy Berżniki postali jeszcze dwaj agenci gestapo. Byli to Julian Wysocki rodzony brat „Mewy” i Mieczysław Pawlukowski. Agenci byli spaleni, miejscowa ludność doskonale wiedziała, że pracują dla gestapo, byli całkowicie skompromitowani wśród miejscowego społeczeństwa. Ze względu na młody wiek, AK postanowiła nie likwidować agentów i dać im szansę na przeżycie. W tym celu do agenta Juliana Wysockiego wysłano nie znany w terenie patrol partyzancki z propozycją nie do odrzucenia.

Patrol wymusił od Juliana Wysockiego przyrzeczenie, że ten od godziny 20 do rana będzie stale przebywał w swoim domu. W  dzień  mógł  tylko  odwiedzać  Folwark  Berżniki i Berżałowce, w obu miejscach partyzanci mieli swoich ludzi i było pewne, że każdy krok będzie pod nadzorem. Celem propozycji było uniemożliwienie pracy agenturalnej  oraz  uchronienie przed likwidacją. Początkowo agent stosował się do zaleceń partyzantów, ale później próbował się wyłamać. Po udowodnieniu, że widziano go na terenie wsi Bosse i Berżniki agent otrzymał karę chłosty i ostateczne rygorystyczne pod groźbą wykonania wyroku śmierci ostrzeżenie.

Drugi agent otrzymał podobne polecenie, z tym że mógł przebywać do godziny 20 u sąsiadów na terenie wsi Berżałowce. Kilkakrotnie patrole partyzanckie sprawdziły wykonanie polecenia i za każdym razem agent był w domu.

Obu agentów pilnowali także sami mieszkańcy nie związani z AK, bardzo często przekazywali informacje o ich zachowaniu. Młodzi nierozważni agenci pozostali przy życiu, wykorzystali daną im szansę.

 Pojmać pułkownika…

28 lipca 1944 roku około godz. 17 Wacław Trejnowski otrzymał bardzo pilny meldunek od „Leona” Słowo „bardzo pilne” było napisane czerwonym ołówkiem i dwu krotnie podkreślone. Agent „Leon” donosił w meldunku, że w Berżnikach znajduje się niemiecki pułkownik w towarzystwie dwóch oficerów. Celem przyjazdu pułkownika była inspekcja umocnień i oraz sprawdzenie rozmieszczenia wojsk w strefie przyfrontowej.
W tym czasie Józef Skupski ps.„Leon” był już skonfrontowany z agentem  Julianem Fiedorowiczem ps. „Kuna” obaj wiedzieli, że współpracują z AK. Razem z pułkownikiem i oficerami mieli jechać agenci gestapo, jako ubezpieczenie oraz ze względu na dobrą  znajomość terenu. Do ubezpieczenia został wybrany Julian Fiedorowicz, Stanisław Leszczyński i Józef Konopko. Dwaj ostatni agenci byli poszukiwani przez wszystkie patrole AK celem likwidacji.
„Leon” i „Kuna” skontaktowali się z sobą i postanowili zlikwidować pułkownika. Na przeszkodzie stał gestapowski agent Józef Konopko, który był bez reszty oddany Niemcom, na wypadek zajęcia Suwałk przez Armię Czerwoną zamierzał wycofać się na zachód razem z Niemcami. Natomiast agent Stanisław Leszczyński, od dawna planował zaniechanie współpracy z gestapo i nie miał zamiaru uciekać razem z Niemcami. Mając takie rozeznanie wśród gestapowskich agentów Julian Fiedorowicz wtajemniczył w plan likwidacji pułkownika, Stanisława Leszczyńskiego i ten wyraził zgodę. Julian Fiedorowicz wyjaśnił Leszczńskiemu, że jeśli uda się zlikwidować lub wziąć pułkownika do niewoli, może on liczyć   na  ułaskawienie.  Leszczyński  na   wszystko   wyraził   zgodę,   przyrzekł   pomoc i współprace, prosił tylko o interwencję w dowództwie AK w sprawie darowania mu życia. Julian Fiedorowicz przyrzekł załatwienie sprawy, ponieważ zastępca dowódcy 41 batalionu konspiracyjnego pułku piechoty Wacław Luto ps. „Szpon” był jego osobistym przyjacielem.
W kilkadziesiąt minut po rozmowie Fiedorowicza z Leszczyńskim, dwa niemieckie samochody, jeden z pułkownikiem drugi z obstawą wyruszyły w kierunku wsi Wejsieje, następnie wzdłuż frontu do Berżnik, gdzie zatrzymali się na posterunku Straży Granicznej. Dalsza droga miała prowadzić przez Zelwę, Wiłkokuk, Dworczysko, Mikaszówkę i dalej w kierunku na Prostki i Grajewo. Trasa była podyktowana sytuacją na froncie, ponieważ w tym samym dniu wojska radzieckie zajęły przygraniczną wieś Budwieć, na innych odcinkach front zatrzymał się w odległości zaledwie 15 kilometrów od trasy przejazdu. Inspekcjonujący oficerowie mieli dostarczyć rozkazy wyższego dowództwa jednostkom frontowym, oraz sprawdzić umocnienia przyfrontowe.
Po zatrzymaniu się Niemców w Berżnikach „Leon” napisał meldunek i bezzwłocznie wysłał za pomocą łącznika do Wacława Trejnowskiego. W meldunku prosił aby zorganizować zasadzkę na trasie przejazdu. Wacław Trejnowski po otrzymaniu meldunku przekazał łącznikowi ustną wiadomość, że jeśli będzie mógł wykonać zadanie to wetknie gałązkę brzozy w drogowskaz na skrzyżowaniu dróg w lesie a druga wetknę w poręcz mostu. Zadanie było proste i realne do wykonania, ale część ludzi „Orkana” wyszła na długi patrol. Do innych udziałów partyzanckich było daleko i nie było możliwości ściągnięcia ich na czas. Wacław Trejnowski postanowił przeprowadzić akcję siłami które miał do dyspozycji. Zebrał pięciu dobrze uzbrojonych partyzantów i szybko się udał na miejsce zasadzki, po drodze włożył w umówione miejsca ułamane gałązki brzozy.
Gdy dwa samochody znalazły się na skrzyżowaniu agenci zobaczyli wetknięta gałązkę brzozy w znak, zatrzymali się na chwile, wysiedli z samochodu i podeszli do auta pułkownika mówiąc żeby jechali teraz wolniej a sami pojadą szybciej sprawdzić czy przejazd przez most jest bezpieczny. 
Po godzinie oczekiwania „Orkan” z oddziałem zauważył samochód z agentami, auto przejeżdżało przez most. Julian Fiedorowicz zauważył na moście umówiony znak i chwile później zastrzelił strzałem w tył głowy agenta Józefa Konopkę, Leszczyński drugim strzałem zabił niemieckiego kierowcę. W chwile później nadjechał ciemno pomarańczowy opel z pułkownikiem, kierowca widząc stojące w poprzek auto, zatrzymał samochód i wysiadł sprawdzić dlaczego stoi, za nim wysiedli także dwaj oficerowie, tylko pułkownik pozostał w samochodzie. Uzbrojony w pistolet maszynowy Julian Fiedorowicz zbliżył się do nich, wymierzył broń i krzyknął po niemiecku ręce do góry.
Wacław Trejnowski zamierzał wziąć oficerów do niewoli i przekazać do radzieckiego oddziału partyzanckiego celem przesłuchania, a następnie wymienić w zamian za uwolnienie aresztowanych członków AK miedzy innymi na rodzoną siostrę. Jednak akcja potoczyła się inaczej niż planował, pułkownik chwycił za pistolet maszynowy i chciał zastrzelić agenta, Leszczyński nie dał się zaskoczyć i celną serią zabił pułkownika. Pozostali oficerowie próbowali uciec, zostali szybko zastrzeleni, zabrano broń, dokumenty i teczkę pułkownika. „Orkan” z oddziałem szybko oddalił się z miejsca zasadzki. Zorganizowany przez Niemców pościg nie przyniósł żadnych rezultatów.
Zabici niemieccy oficerowie wchodzili w skład 4 armii gen. Friedricha Hossbacha, był to pułkownik Fritz Heinecke i porucznicy Richard Schwede i Karl Lewandowski. Po akcji agenci Leszczyński i Fiedorowicz dołączyli od oddziału Wacława Trejnowskiego, natomiast agent „Leon”, który nie brał udziału w ubezpieczeniu Niemców, przebywał w tym czasie w Berżnikach po czym wyjechał razem z Niemcami do Suwałk.
Zdobyta teczka zawierała ścisłe tajne plany fortyfikacji niemieckich na całym odcinku Prus Wschodnich. Były to plany w sakali 1:10000, na mapach szczegółowo była oznaczona linia frontu pod Suwałkami, przebiegająca wzdłuż jeziora Wigry, Omułuwek, Pierty i dalej rzeką Wiatrołużą, przez Nowa Wieś, Czerwonkę, rzekę Szeszupę i dalej skrajem puszczy Romnickiej. Na innych mapach była naniesiona wschodnio pruska pozycja obronna, biegnąca od Niemna na południe koło Wiżajn, dalej Przerośl, Filipów, wzdłuż jeziora Garbaś, rzeką Rospudą, rejon Bakałarzewa i dalej w kierunku Augustowa. Na mapach były zaznaczone pola minowe, zasieki, zapory przeciw czołgowe, systemy okopów, bunkrów, stanowiska artylerii i moździerzy.
Z polecenia dowództwa AK Wacław Trejnowski przekazał plany placówce NKWD w wyzwolonych już Sejnach. Po przetłumaczeniu planów radziecki pułkownik złożył podziękowania w imieniu dowództwa frontu za tak cenną zdobycz i poinformował że wysłał wniosek o nadanie „Orkanowi” orderu. Zobowiązał także wszystkich, którzy wiedzieli o zdobyciu planów o zachowanie tajemnicy, ponieważ plany miały wielką wartość dla sztabu wywiadu III Frontu Białoruskiego. Dalsze wypadki potoczyły się inaczej, sztab NKWD wyjechał z Sejn i cała sprawa poszła w zapomnienie.

Ofensywa…

W dniu 18 października 1944 ruszyła radziecka ofensywa, w wyniku której zostały wyzwolone Suwałki i prawie cały powiat. Dane ze zdobytych planów z pewnością zostały wykorzystanie w trakcie wyzwalania Suwalszczyzny. Wacław Trejnowski za likwidację niemieckich oficerów i zdobycie bardzo ważnych planów, został odznaczony przez płk. Władysława Liniarskiego ps. „Mścisław” Orderem Virtuti Militari V Klasy. Sam „Orkan” we wspomnieniach pisał, że największą dla niego satysfakcją było uratowanie życia dla wielu radzieckich żołnierzy, ich dowództwo miało rozeznanie na podstawie zdobytych map, gdzie i jak uderzyć aby ponieść jak najmniejsze straty.

 Na zachód…        

Front przesunął się na zachód, razem z Niemcami z Suwałk wycofał się  Józef Skupski ps. „Leon” Wacław Trejnowski przyznaje, że akcja  likwidacji niemieckich oficerów to w głównej mierze zasługa gestapowskich agentów, którzy w porę zrozumieli swój błąd i rozpoczęli w ramach rehabilitacji współprace z AK. Wacław Trejnowski ostatni meldunek otrzymał od „Leona”  już po wyzwoleniu Suwałk, leżał cały miesiąc u łącznika. W treści napisał.. W związku z sytuacją polityczną, posuwam się dalej w tereny Polski. Może kiedyś będę jeszcze potrzebny…
Józef Skupski wiedział, że Fiedorowicz i Leszczyński mimo rehabilitacji zostali aresztowani przez NKWD pod zarzutem współpracy z gestapo. Obaj otrzymali 15 lat więzienia i zostali wywiezieni w głąb ZSRR, wiadomo że karę odbyli. Po zwolnieniu z więzienia nie otrzymali prawa powrotu do kraju.
Józef Skupski ps. „Leon” podwójny agent przeżył wojnę i zamieszkał RFN. Przeszedł szkolenie i został zachodnio niemieckim agentem. Dalsze jego losy są nie znane.

Wywiadowcy…

Lista osób zajmujących się wywiadem i kontrwywiadem w placówce „Berżniki” była bardzo długa. Wielu z nich zostało zdekonspirowanych, aresztowanych i po strasznym śledztwie straconym lub wysłanym do obozu koncentracyjnego. Wielu z nich w powojennych rozmowach w Władysławem Trejnowskim prosiło, aby nie ujawniać ich personaliów i funkcji jakie pełnili w AK. Powodowem była pamięć o aresztowaniach członków AK przez NKWD. Mimo że Wacław Trejnowski spisał swoje wspomnienia w 1976 roku nadal panował strach.
Nazwiska i pseudonimy wyróżniających się partyzantów w działaniu wywiadowczym i kontrwywiadowczym placówki AK Berżniki:

Klukiński Franciszek, ps. „Dąb”zamieszkały we wsi Dubowo, urodzony we wsi Łumbie na pograniczu polsko- litewskim. Posiadał wielu krewnych na Litwie, co ułatwiało mu rozpracowywanie posterunków niemieckich na pograniczu i umożliwiało zbieranie broni na Litwie. Zdekonspirowany i wywieziony do obozu koncentracyjnego „Deustchland” zmarł z wycieńczenia 1 listopada 1943 roku.

Poszwa Franciszek, ps. „Wilczek” zamieszkały w Kiecie rozpracowywał Niemców w składnicy drewna w Zelwie oraz przy kolejce wąskotorowej służącej do wywozu drewna na potrzeby III Rzeszy.

 Giedrojć Bronisław zamieszkały w Zamietiny, rozbudował organizację przez werbowanie nowych ludzi. Zdekonspirowany ukrywał się u rodziny na Litwie, przestawiając sie całkowicie na wywiad. Rozpracował fachowo i wnikliwe przygraniczne posterunki niemieckie, co umożliwiło przeprowadzanie akcji bojowych na tym terenie.

 Zacios Helena, ps. „Czujka” zamieszkała w Sejnach, współpracowała ze swoim mężem Franciszkiem ps. „Ryś”. „Ryś” ukrywał się przed Niemcami i był dowódcą plutonu i podoficerem szkoleniowym w kompani Wacława Trejnowskiego ps. „Orkan” Zadaniem Zacios Heleny było rozpracowanie posterunków niemieckich na terenie Sejn, z czego wywiązywała sie wzorowo, stale przekazując aktualne dane dla swojego męża.

Biniewska Zofia ps. „Sowa” zamieszkała w Radziuszkach, żona dowódcy Kedywu Suwalskiego Obwodu Armii Krajowej, Biniewskiego Kazimierza ps. „Kmicic” W jej domu znajdowała sie skrzynka łączności organizacyjnej. Za jej pośrednictwem były przekazywane do komendy obwodu i inspektoratu dane z wywiadu AK oraz dane w wywiadu kierowane w dół czyli do dowódców i szefów wywiadu poszczególnych placówek. Zdekonspirowana i aresztowana została osadzona w obozie koncentracyjnym Ravensbruck. Przeżyła i powróciła do domu.

Wowak Antoni ps. „Piotr” zamieszkały we wsi Berżałowce szef organizacyjny oraz szef wywiadu placówki Berżniki. Gromadził dane od kilkunastu wywiadowców i przy współudziale Zacios Franciszka ps. „Ryś” wyciągał logiczne wnioski. Interesował się nawet najmniejszymi poszlakami, i kierunkował prace wywiadu i kontrwywiadu. Zdekonspirowany i aresztowany, przeszedł okrutne śledztwo, nie złamał się i został publicznie powieszony razem z innymi konspiratorami placówki Berżniki we wsi Podnowinka w dniu 30 kwietnia 1944 roku. 

Sawukanis Wacław ps. „Igła” zamieszkały we wsi Berżałowce dowódca I plutonu placówki Berżniki. W jego gospodarstwie odbywało się szkolenie Zastępczego Kursu Szkoły Podoficerskiej dla przedpoborowych. Wacław Sawukanis zorganizował dobrze funkcjonujący wywiad dla potrzeb swego plutonu i osiągnął dobre wyniki. Aresztowany 29.10.1943 po ciężkim śledztwie wywieziony do obozu koncentracyjnego w Raganit skąd nie powrócił.

Sawukanis Stefan ps. „Grab”  zamieszkały we wsi Barżałowce, brat Wacława elew szkoły podoficerskiej, pomagał bratu w pracy organizacyjnej i wywiadowczej. Po aresztowaniu brata  pracował samodzielnie.

Żegarski Teofil ps. „Wrzos” zamieszkały we wsi Berżałowce w jego domu mieściła się skrzynka kontakowa wywiadu i kontrwywiadu AK. Jako inwalida( brak jednej nogi) nie budził żadnych podejrzeń u Niemców. Wrzos odbierał meldunki od poszczególnych wywiadowców i następnie kierował je do właściwego łącznika, który przekazywał je dalej zgodnie z przeznaczeniem.

Wowak Wincenty ps. „Rybitwa”ze wsi Berżałowce. Zabudowania jego gospodarstwa znajdowały się blisko lasu i można było wejść o każdej porze dnia i nocy, znajdując wyżywienie, zakwaterowanie i najnowsze wiadomości dotyczące zachowania Niemców. Aresztowany w dniu 12 lutego1944 roku wytrzymał wszelkie tortury nikogo nie zdradzając oraz nie wskazał miejsca ukrycia broni której był magazynierem. Po trzech miesiącach śledztwa został zwolniony, lecz nie przerwał działalności konspiracyjnej aż do wyzwolenia.

 Kondzielewski Józef ps. „Adiutant” zamieszkały w Hołnach Wolmera otrzymał zadanie stałego rozpracowywania posterunków niemieckiej straży granicznej. Z własnej inicjatywy uzupełnił swoje meldunki dokładnymi szkicami obiektów zajmowanych przez Niemców z dokładnymi informacjami do czego służyły poszczególne pomieszczenia.

 Romatowski Bolesław ps. „Kurzawa” zamieszkały we wsi Dziemianówce koło Gib był wywiadowcą, obserwatorem i sabotażystą na posterunku żandarmerii niemieckiej w Gibach. Od jesieni 1943 roku obserwował zachowanie Ukraińców własowa i oddziału jagdokonando stacjonujących w budynkach Szkoły Powszechnej w Gibach. Jako stolarz, znający dobrze język nieniecki wykonywał na posterunku szafy, regały, ławki czym zyskał ich zaufanie. Dostarczał im także produkty żywnościowe oraz wódkę, którą często razem z Niemcami pił. W takie picia alkoholu z Niemcami dowiadywał się często poufnych informacji. Zdobyte informacje przekazywał za pośrednictwem łączniczek do dowódcy Kedywu por. Kazimierza Biniewskiego ps. „Kmicic”, do szefa wywiadu placówki Berżniki, Antoniego Wowaka ps. „Piotr”do dowódcy oddziału partyzanckiego Witolda Pieleckiego ps. „Żwirko”

Romantowski Bolesław przepisywał komunikaty z nasłuchu radiowego oraz przetłumaczone z języka niemieckiego ulotki zrzucane przez samoloty radzieckie. Dane z nasłuchu radiowego i ulotki odpisywał na maszynie wielokrotnie, bardzo często ponad w stu egzemplarzach i rozprowadzał je za pośrednictwem łączniczek dla miejscowej ludności. Podtrzymywał w ten sposób wiarę w rychłe zwycięstwo.

Romatowska Wanda ps. „Miś” żona „Kurzawy” gorliwie pomagała mężowi w pracy wywiadowczej. Pod pretekstem odwiedzin koleżanek dostarczała łączniczkom meldunki zredagowane przez męża i swoje własne. Przed wyjściem za mąż prała cerowała i szyła bieliznę i pościel dla Niemców czym wzbudziła zaufanie. Zdobyte informacje przekazywała dla właściwych dowódców AK. Na początku 1944 roku dokładnie rozpracowała nadleśnictwo Pomorze, podając ilość Niemców, rodzaj uzbrojenia, szkice pokoi z podaniem ich przeznaczenia, a nawet dorobiła klucze do drzwi od strony kuchni. Rozpracowanie zostało w pełni wykorzystane przez oddział „Żwirki” który 24.02.1944 wysłał patrol pod dowództwem Stanisława Wilczyńskiego ps. „Sęp”celem rozbrojenia załogi posterunku.

Jakubowski Antoni ps. „Jóźwiak” zamieszkały we wsi Berżałowce. Jako krawiec dopasował i szył nowe ubrania dla Niemców, najczęściej bezinteresownie. Miało to na celu zdobycie zaufania Niemców. Wszystkie zdobyte informacje przekazywał do oddziału „Żwirki”

Skupski Mieczysław ps. „Żbik” zamieszkały we wsi Berzniki brat Skupskiego Józefa ps. „Leon”pracującego w gestapo z polecenia Wacława Trejowskiego dowódcy placówki AK Berżniki.

„Żbik” przenosił meldunki od swego brata do punktu kontaktowego w Berżałowcach znajdującego się u Heleny Pawlukowskiej ps. „Plater”skąd zabierał wytyczne przeznaczone dla brata agenta gestapo. Dodatkowo ubezpieczał partyzantów oddziału „Orkana” udających się na akcje na Litwę.

Pawlukowska Helena ps. „Plater” i „Szarotka”, była kurierem, łącznikiem i gońcem tylko i wyłącznie dla celów wywiadu i kontrwywiadu. Była niezbędnym ogniwem łączności z   agentem gestapo Skupskim Józefem ps. „Leon” zwerbowanym przez Wacława Trejnowskiego dla potrzeb AK. Organizowała obserwacje osób podejrzanych o współprace z gestapo i wybitnie przyczyniła sie do ujawniania dwóch groźnych konfidentów. Była wybitnie zdyscyplinowaną łączniczką, wszystkie meldunki przekazywała bez względu na porę i warunki pogodowe. Była także łączniczka drugiego podwójnego agenta ulokowanego przez AK w suwalskim gestapo z polecenia Wacława Trejnowskiego. Tym drugim pracującym agentem dla AK był Julian Fiedorowicz ps. „Kuna” Od jej pracy zależało czy partyzanci unikną zasadzki, śmierci, aresztowania.

Epilog….

Od tamtych wydarzeń minęło wiele lat. Dziś mniej lub więcej pamięta się o tamtych strasznych czasach. Jedna okupacja zamieniła się w drugą. Ludzie z marginesu społecznego, czy zmuszeni do tego, nadal donosili na sąsiadów czy przeciwników władzy. Gestapowskie wiezienia zmieniono na wiezienia NKWD i UB, jeszcze przez wiele lat Suwalszczyzna nie zaznała spokoju.
Dziś gdy się siedzi w wygodnym fotelu łatwo jest ferować wyroki na temat ludzkich zachowań w czasie wojny. Jest pokusa aby podzielić tych ludzi, ten był dobry, a ten był donosicielem. Mnie osobiście przed takim podziałem powstrzymuje pytanie …co ja bym zrobił w tamtym czasie?
Nie myślę tu o ludziach którzy donosili dobrowolnie z najniższych prymitywnych  pobudek, kim byli tu wniosek jest jednoznaczny. Myślę o tych których system wciągnął w swoje tryby mimo woli  i chciał bezlitośnie wykorzystać dla własnych celów.
Wacław Trejowski pisał we wspomnieniach…brano człowieka na przesłuchanie i torturowano, jeśli to nie pomogło straszono, że całą rodzinę wyślą do obozu koncentracyjnego..żonę, dzieci, rodziców…podpisz zgodę na współpracę a unikniesz tego wszystkiego. Wielu podpisywało, inni woleli obóz i represje na rodzinie niż pracę dla wroga.Wielu donosicieli poniosło karę, ich mocodawcy także, szef suwalskiego gestapo  Waldemar Machol, po wojnie został osądzony i skazany na karę śmierci, karę wykonano.

 

Przygotował: Mirosław Surmacz

Suwalskie Stowarzyszenie Miłośników Historii

mirro3@vp.pl

   Bibliografia:

Wacław Trejnowski, maszynopis „Wspomnienia i refleksje, dotyczące ruchu oporu w latach 1939-1944 na Białostocczyźnie  ze szczególnym uwzględnieniem działalności na terenie VIII Suwalskiego Obwodu AK”

Stefan Buczyński „Suwalszczyzna 1939-1944”

Aleksander Omilianowicz „Było to nad Czarną Hańczą”

Barbara Engelking-Boni ‚”Szanowny Panie Gistapo”

Leszek Gondek „Polska karząca 1939-1945, Polski podziemny wymiar sprawiedliwości w okresie okupacji niemieckiej”

Edmund Dmitrów „Wokół Jedwabnego”

Zuzanna Schnepf, Kolaboranci, relacja ze spotkania w Instytucje Historii PAN

http://www.centrum-anielewicza.uw.edu.pl/kolo-relacje-schnepf1.htm