Historia pomnika w Krzywym

Wielu z nas mija codziennie to miejsce. Droga Suwałki – Sejny po lewej stronie tuż przed miejscowością Krzywe. Jadąc do pracy, szkoły widzi w oddali   kępę  drzew,   samotny   dąb, i ukryty w ich cieniu krzyż. Może wielu z was zastanawia się co to za miejsce, może wielu mija miejsce bez refleksji. Historia tego miejsca jest warta przypomnienia.

 

Fot. Pomnik w Krzywym, stan obecny

Fot.Nazwiska straconych

Jest koniec marca 1944 roku, noc, gęsty las w okolicy jeziora Wigry. Partyzancka   ziemianka, w niej Aleksander Rydzewski  ps.  Kos  oraz  dziewięciu   innych   partyzantów,   rozmawiają o zdobyciu broni dla dwóch nowo przyjętych partyzantów. W toku dyskusji pada nazwisko Fritza Beninga z wsi Krzywe. Wtedy jeszcze nikt nie przeczuwał, że będzie to początek przyszłej tragedii.

We wsi Krzywe koło Suwałk w dworku uprzednio należącym do rodziny Malarewiczów, wysiedlonej przez okupanta mieszkał Niemiec z Łotwy Fritz Bening. Oprócz  otrzymanego folwarku   podlegały   mu   wszystkie   terpentyniarnie   na   terenie  powiatów   suwalskiego i  augustowskiego,     miedzy   innymi    w   Szczepkach,    Macharcach,  Płaskiej, Gibach i terpentyniarnia Wojciech koło Augustowa. Wyrabiana tam terpentyna była dostarczana do Suwałk skąd Bening odsyłał ją do Rzeszy w celach przemysłowych. Podawane o nim wiadomości, jakoby był hitlerowcem, źle ustosunkowanym do Polaków w ogóle nie pokrywają się z prawdą. Miały na celu usprawiedliwienie błędu popełnionego przez „Kosa” za który ten ostatni zapłacił życiem,  dodatkowo zginęło dwóch partyzantów, a 14 ludzi zostało rozstrzelanych. Fritz Bening był Niemcem bardzo przychylnie ustosunkowanym do Polaków. Spokojny, łagodnego usposobienia dobrze traktował wszystkich zatrudnianych pracowników. Wśród ludności polskiej nie miał żadnych wrogów.

Gdy szef suwalskiego gestapo Castendyk działając na podstawie wytycznych sztabu gestapo z Tylży wytypował 16 ludzi aresztowanych celem wykonania na nich publicznej egzekucji na rynku w Suwałkach w dniu 1  kwietnia  1944, powiadomił wszystkich Niemców z terenu Suwałk, aby wzięli udział w egzekucji obstawiając wszystkie wyloty ulic i sam rynek. Bening kategorycznie odmówił udziału motywując tym, że nie może patrzeć na znęcanie się nad polską ludnością. Po wykonaniu egzekucji Fritz Bening  był  tak zdenerwowany i  roztrzęsiony,   że  nie mógł  pracować.    W  rozmowach z Polakami kilkakrotnie stwierdził, że winę za powstanie w Polsce ruchu  oporu  ponosi tylko i wyłącznie gestapo. Gestapo swoim terrorem, aresztowaniami i rozstrzeliwaniem zmusiło Polaków do ucieczki w lasy i chwycenia za broń. W prywatnych rozmowach z bardziej zaufanymi pracownikami stwierdził, że Niemcy przegrają wojnę i poniosą zasłużona karę za wszystkie zbrodnie popełnione wobec ludności na terenach okupowanych.

W okolicach wsi Cimochowizna nad jeziorem Wigry w gęstym lesie była partyzancka ziemianka. W ziemiance często zatrzymywały się patrole dywersyjne z oddziału  „Konwy” W pierwszych dniach kwietnia 1944 w ziemiance przebywał Aleksander Rydzewski ps. Kos oraz dziewięciu innych partyzantów, z których dwóch nowo przyjętych nie miało broni. „Kos” wiedział że, Fritz Bening posiada karabin, który bez większego ryzyka będzie  można  zabrać i przydzielić jednemu z partyzantów.

Po przeprowadzeniu dodatkowego rozpoznania, w nocy z 1 na 2 kwietnia 1944 roku Rydzewski ze swoim patrolem zbliżył się do folwarku Beninga. Było około godziny 22, lecz Bening jeszcze nie spał, w  pokoju nadal  paliło  się  światło.  W  patrolu  Rydzewskiego  znajdował  się  dezerter z Wermachtu „Syling”(nazwiska nie ustalono) dobrze władający językiem niemieckim. Syling zapukał  w  okno  i  poprosił   po   niemiecku   o   otworzenie   drzwi   podając,   że   jest   on z żandarmerii. Bening nie dał żadnej odpowiedzi i drzwi nie otworzył. Kos planując akcję nie miał zamiaru zabijać Beninga, chodziło tylko o zabranie karabinu i przydzielenie go dla ps. Lecha i ps. Wampir( nazwiska nie ustalone). Wiadomo było tylko, że byli to młodzi nie doświadczeni partyzanci z gminy Krasnowo.

Wypadki potoczyły się inaczej niż planowano. Na rozkaz Kosa partyzanci wyłamali drzwi i na wąski korytarz wpadli z bronią krotką „Lech” i „Wampir” Z pokoju padł strzał oddany przez Beninga, wynik strzału był nieoczekiwany, bo obaj partyzanci zginęli od jednej kuli. W tej sytuacji „Kos” rzucił granat po którego eksplozji Bening padł ciężko ranny na podłogę. „Kos” i Poświatowski Zygmunt wpadli do środka. Rydzewski dobił Niemca bagnetem, a w tym samym czasie Poświatowski strzelił do Beninga tak pechowo, że trafił przypadkowo Rydzewskiego w pietę. Partyzanci zabrali  broń, i rannego  „Kosa”, opuścili palące się od wybuchu granatu zabudowania. Pospiesznie wycofali się do pobliskiego lasu Krzywe. Ponieważ przestrzelona noga Rydzewskiego mocno krwawiła, partyzanci zdjęli but na podwórku Beninga. Zwlekać nie można było ponieważ za wzgórzem stała obserwacyjna wieża przeciw lotnicza, gdzie stale  stacjonowały  zmieniające   się   posterunki   wojskowe,  a w pobliżu była ruchliwa szosa Suwałki – Sejny.

Ponieważ rana wymagała długiego leczenia Rydzewski zaproponował, że chwilowo pozostanie pod opieką rodziny w domu swego ojczyma Pawłowskiego Zygmunta, a do oddziału dołączy później. Posiadane meldunki, raporty, notatki osobiste dotyczące działalności konspiracyjnej “Kos” oddał celem doręczenia “Konwie”, co było korzystne dla organizacji, ponieważ materiały te w wypadku dostania się w ręce gestapo mogły spowodować szereg aresztowań.

Zamieszkały w pobliżu agent żandarmerii i gestapo Antoni Wojtkiewicz wiedział, że od pewnego czasu Rydzewski zniknął z domu i domyślił się, że jest on partyzantem, dowiedział się także że Rydzewski jest ranny i przebywa u swego ojczyma. Dodatkowo Rydzewski, który nie wierzył poszlakom, że Wojtkiewicz jest agentem żandarmerii i gestapo, poprosił Wojtkiewicza, aby ten pojechał do Suwałk i przywiózł felczerkę celem opatrzenia rany. Wojtkiewicz spełnił prośbę i przywiózł zaufaną felczerkę. Po opatrzeniu rany odwiózł ja do Suwałk, następnie udał się na gestapo i zameldował o miejscu pobytu Rydzewskiego, nie wspominając jednak ani słowa o swoim udziale w udzieleniu fachowej medycznej pomocy dla “Kosa” Gestapo 8 kwietnia 1944 roku ujęło Rydzewskiego w gospodarstwie swego ojczyma. Aresztowani zostali jego ojczym Pawłowski Zygmunt z synem Czesławem i córką Stefanią. Niemcy przywieźli z sobą zakrwawiony but Rydzewskiego, pozostawiony na podwórku Beninga w Krzywym. But ten był dowodem rzeczowym przeciwko sprawcy ataku na Fritza Beninga.

Rydzewski Aleksander po skończonym śledztwie został prawdopodobnie  rozstrzelany  w  Filipowie, a   jego   ojczym z synem Czesławem zostali powieszeni publicznie w Berżnikach w dniu 18 maja 1944 roku, razem z 19 innymi skazańcami. Córka Stefania Pawłowska została wywieziona do obozu koncentracyjnego. Po wojnie wróciła do Suwałk, skąd wyjechała do Stanów Zjednoczonych.

Na drugi dzień po śmierci Fritza Beninga suwalskie gestapo, po dokonaniu wizji lokalnej, zabrało ze swoich lochów dwunastu więźniów, przywiozło ich do wsi Krzywe i rozstrzelało pod samotnym dębem niedaleko spalonego folwarku. Do wspólnej mogiły wrzucono również niedopalone   zwłoki   partyzantów   “Lecha”   i  “Wampira”  Fritz Bening  został  pochowany z wielkimi honorami na cmentarzu w Suwałkach.

Fot.Odsłonięcie pomnika 09.05.1960

Była to zbyt wysoka cena, którą trzeba było zapłacić za błąd popełniony przez Aleksandra Rydzewskiego. Nie przewidział jak może zakończyć się na pozór łatwa akcja na Fritza Benina.

Na podstawie relacji ppor. Wacława Trejnowskiego ps. Orkan były I Zastępca Komendanta VIII Suwalskiego Obwodu Armii Krajowej „Wspomnienia i refleksje” /dotyczące Ruchu Oporu w latach 1939-1944 na Białostocczyźnie, ze szczególnym uwzględnieniem działalności na terenie VIII Suwalskiego Obwodu AK/

W ocenie ppor. Wacława Trejnowskiego ps. Orkan, Aleksander Rydzewski popełnił tragiczny w skutkach błąd. Planując akcję na Beninga, „Kos” nie wziął pod uwagę kilku istotnych  faktów.  Akcje  przeprowadził  w  dwa   dni   po   masowej  egzekucji   na   rynku w Suwałkach. Powodem egzekucji 16 więźniów z 1 kwietnia 1944 roku w Suwałkach, był szantaż lokalnego gestapo. Zażądali ujawnienia miejsca stacjonowania dowódców suwalskiego obwodu AK, w zamian za uwolnienie więźniów. Oczywiście szantaż nie przyniósł skutku i dokonano egzekucji. Aleksander Rydzewski z pewnością wiedział o tej egzekucji, a w szczególności co było jej powodem. Czy mógł przewidzieć, że akcją na Beninga może dać powód do następnej egzekucji? Nawet gdyby akcja zakończyła się tylko odebraniem broni dla Niemca, czy nie było by represji ze strony gestapo? Należy także pamiętać o sytuacji polityczno wojskowej Niemców. Był kwiecień 1944, Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę, że wojna jest dla nich przegrana. Do gestapo w całej okupowanej Polsce przychodziły rozkazy, aby przed przyjściem frontu bezwzględnie rozprawić się z ruchem oporu. Cztery miesiące po egzekucji pod Suwałkami stała Armia Czerwona.
Pomnik został postawiony w dniu 9 maja 1960 roku na miejscu straceń Członków Ruchu Oporu z napisem: Tu w dniu 4.IV.1944 r. Hitlerowcy zamordowali 16 Członków Ruchu Oporu. Pomnik został ufundowany przez Suwalski ZBOWID oraz miejscowe społeczeństwo.

Zachodzi pewna nieścisłość co do treści napisu na pomniku. Wacław Trejnowski we wspomnieniach mówi o dwunastu więźniach straconych pod dębem, dodatkowo do grobu wrzucono dwóch spalonych partyzantów z domu Beninga. Tu wychodzi liczba 14 osób spoczywających w grobie, ale tylko 12 rozstrzelanych bezpośrednio w egzekucji. Natomiast w „Karcie rejestracji pomnika pamięci narodowej” jest zapis: Tu w dniu 4.IV. 1944 hitlerowcy przywieźli 14 osób z wiezienia w Suwałkach, którzy zostali rozstrzelani  przez  żandarmów.  Dwie osoby z Ruchu Oporu, które zginęły w akcji z hitlerowcami, zostały ekshumowane przez ZBOWID  do   wspólnej   mogiły.  Tu  liczba  wskazuje  na  14  rozstrzelanych  bezpośrednio w egzekucji, plus dwie osoby ekshumowane z innego miejsca.

Fot.Karta rejestracyjna pomnika pamięci narodowej

Współczesny napis wymienia nazwiska 12 osób plus 4 osoby NN. Przypuszczalnie rozstrzelano 12 osób, do grobu Niemcy wrzucili dwóch spalonych partyzantów z domu Beninga, oraz ZBoWiD ekshumował i przenosił do wspólnego grobu dwóch innych poległych partyzantów. Istnieją nie opisane  zdjęcia  z  wydobycia  ludzkich  szczątków,   które  można z dużym prawdopodobieństwem przypisać do ekshumacji Suwalskiego ZBOWIDU.

 

Fot. Ekshumacja przeprowadzona przez Suwalski ZBOWID

Na zdjęciach z odsłonięcia pomnika w 1960 roku jak i zdjęć z ekshumacji występuje ta sama osoba. Czy można powiązać fakt tej ekshumacji i przeniesienia szczątków do miejsca egzekucji w Krzywym? Dziś trudno na te pytanie jednoznacznie odpowiedzieć.

Fot.Ekshumacja NN

Fot.Ekshumacja NN

Przez wiele lat pomnikiem opiekowała się miejscowa drużyna zuchów w Krzywym. Dziś pomnik jest odnowiony, zadbany, są kwiaty i znicze. Widać pamięć rodzin i społeczeństwa.

Przygotował: Mirosław Surmacz

mirro3@vp.pl

Suwalskie Stowarzyszenie Miłośników Historii

Bibliografia:

Wacław Trejnowski „Wspomnienia i refleksje” /dotyczące Ruchu Oporu w latach 1939-1944 na Białostocczyźnie, ze szczególnym uwzględnieniem działalności na terenie VIII Suwalskiego Obwodu AK/